Home
Home > blog > a po trzęsieniu ziemi był tajfun

a po trzęsieniu ziemi był tajfun

Jedni twierdzą że to pech, inni że nie, a to kwestia przypadku tudzież zbiegu okoliczności. Jedno jest pewne, tajfun uderzył nie tam gdzie byśmy tego oczekiwali. W zasadzie oczekiwalibyśmy by nigdzie nie uderzał, bo i po co ? Stało się to co stało i teraz pojawia się pytanie czy jechać. Oczywiście, że tak bo i na dobrą sprawę innego wyjścia nie ma. Pozostało dwa miesiące. Z informacji zasięgniętych niejako u źródła wynika iż sytuacja jest dramatyczna ale powoli się opanowuje. Na Boholu miejsca turystyczne zostały ponownie otworzone, życie się powoli toczy, ludzie zaczynają się powoli ogarniać, odbudowywać i żyją dalej. Oczywiście miejsca jak Tacloban chociażby są doszczętnie zniszczone, ale jest też wiele miejsc o które tajfun się otarł lub wcale nie zachaczył i pod wyjazdowym kątem nie ma tam żadnego problemu.

Trochę ostatnio pokomplikowały mi się loty – ostatni odcinek zaplanowaliśmy z Busuangi (Coron) do Manilii, ale jak ktoś nie ma w głowie i nie doczyta do końca taryf to potem ma kłopot. Kupiliśmy bilety w najniższej taryfie i niestety opcja tzw prepaid baggage jest tylko dostępna do 4 godzin po kupnie. Podjęte zostały szaleńcze próby dogadania się z przewoźnikiem (atak ze wszystkich stron, na każdego maila i fejsbucz) ale jakoś od tygodnia głównie słyszę, że problem znają, wiedzą czego oczekuję ale „Hi, Marcin! Our apologies for the inconvenience. We shall do a follow up again regarding this matter”  🙂 Życie po prostu 🙂

Zobaczymy co się uda z nimi ugrać. Jak temat średnio wypali bądź bądę stwarzali problemy to trase lekko zmodyfikujemy i powrócimy z Palawanu. Ta opcja może okazać się nawet bezpieczniejsza – większe miasto = większa ilośc przewoźników. W razie gdyby któryś się wykrzaczył. 

Marcin
Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji... Zawsze z aparatem i zawsze na styk...

skomentuj

Top
%d bloggers like this: