Home
Home > blog > Agra – wizyta na grobie

Agra – wizyta na grobie

Plan był prosty, z Jaipuru w miarę szybko zawijamy się do Agry by jeszcze za dnia znaleźć hotel, zorganizować się i o wschodzie zobaczyć to co najciekawsze – grób. Pobyt dłuższy niż jeden dzień był całkowicie bezsensowny, bo jak sam wąs stwierdził „hindusi Agry nie lubią bo to miasto muzułmanów, a oni tylko potrafią syfić i oszukiwać”. No tak jakby hindusi byli nie wiadomo jakimi czyścioszkami… Generalnie w tej kwestii się wybitnie z wąsaczem zgadzaliśmy i następnego dnia wieczorem mieliśmy już pociąg do Varanasi. Ruszyliśmy dosyć wcześnie bo trasa długa, a po drodze jeszcze chcieliśmy dwie rzeczy wychaczyć. Wąs wspaniałomyślnie stwierdził, że on nam musi jeszcze coś fajnego pokazać. Nauczeni poprzednim doświadczeniem i asertwnością zero stwierdziliśmy „jasne, pojedźmy i pokaż co tam masz”.

DSC02212-Resizer-H650Q100SF067000

DSC02213-Resizer-H650Q100SF067000

DSC02233-Resizer-H650Q100SF067000

Nie było najgorzej, na pierwszy ogień poszła największa bodajże w Indiach studnia… Jakże się myliłem będą przekonanym, że studnia to zasadniczo dziura z wiadrem na sznurze. Chand Baori jest niesamowite, przewodnik LP napisał, że ma 13 pięter głębokości a schodów ma łącznie 35000 – podobno po to by nie można było zejść po wrzucony dla szczęścia pieniążek… Więc nie wrzuciliśmy..

Chand Baori
Chand Baori

Dziwnym trafem w studni byliśmy zupełnie sami i wystarczyło wyjść na drogę to zaraz przylepiło się tysiace małych hindusów z kwiatkami, koralikami i innymi cudami po „only 2 rupies mister”. Porobiliśmy trochę fotek i w drogę. Kolejny przystanek już dłuższy w Fatehpur Sikri. Schody strasznie strome – jak po tym chodzić ? Z wywalonymi jęzorami wbijamy się na górę, wchodzimy główną bramą a tu jakieś poruszenie. Wszyscy biegają, nie wiadomo o co chodzi, ogólny zamęt, wszyscy z rozbieganymi oczami coś krzyczą i machają do nas – no tak – buty i krótkie spodenki… Dostajemy gustowne suknie i samozwańczy przewodnik wprowadza nas do środka. Ładnie, fajnie, się naopowiadał i na koniec zaprosił do straganu swojej całej familii, która coś własnoręcznie dzierga z nadzieją że wykupimy cały asortyment. Uroczo. Nie skorzystaliśmy ale spędziliśmy naprawdę miło czas..

Fatehpur Sikri
Fatehpur Sikri
Fatehpur Sikri
Fatehpur Sikri

Co, ciekawe to miejsce powyżej to cmentarz rodziny królewskiej, a samo miasto przetrwało bodajże kilkanaście lat – zostało opuszczone przez mieszkańców z powodu braku wodny pitnej. Na szczęście parkingowi handlarze tejże mieli spory zapas więc sytuacja sprzed 500 lat nam nie groziła. Popołudniem meldujemy się w Agrze. Jak w poprzednich miejscach dylematem mógł być wybór hotelu, to tu sprawa była oczywista. Wąs miał jakiegoś znajomka co to ma hotel i podobno „best view”. Faktycznie, gdyby wyciął drzewa i rozdawał każdemu lornetki to może byłby. Szybka rezygnacja, uderzamy do riksiarzy i lecimy obczaić hotele – zasadniczo wybór ograniczył się do 3 sztuk. Pierwszy najlepszy – pełny. No lipa. Dwa kolejne z miejsami – wybraliśmy ten z wizualnie lepszym pokojem. Grunt, że był bar na dachu. A to że całą noc coś po pokoju latało, brakowało prądu, wiatraki albo wyrywały papierosy z popielniczek albo nie działały to już inna kwestia. Jak są jaszczurki w łazience, znaczy się że much nie będzie. Wcześniej jeszcze King Fisher na dachu, pogawędka z miłym japończykiem podróżującym od 4 miesięcy i można się zdrzemnąć.

hotel trącił psychiatrykiem ale raczej miły :)widok z tarasu nie był najgorszy

IMG035-Resizer-H650Q100SF067000

Pobudka o 5 i ruszamy na grób. Kolejka niezbyt długa i dość szybko to poszło, trochę cyrków na bramkach – a to zapalniczki nie wolno, a to latarki, a to trzeba zanieść coś do depozytu itp itd. Spoko – tylko dlaczego depozyt jest 500 metrów dalej ? Wchodzimy.

Taj Mahal
Taj Mahal – poranek

DSC_0144-Resizer-H650Q100SF067000

Czy warto ? – warto. Chociaż raz. Miejsce specyficzne, miejscami kłóci się trochę ten cały mistycyzm i magia miejsca, brodaci hindusi zadumani w modlitwie, cisza i spokój z kolorowymi wycieczkami również hałaśliwych hindusów z komórkami cykającymi wszędzie foty na fejsa. Ot, taki mix. Popołudniem rozbijamy się trochę po Agrze – widok na Taj Mahal od strony rzeki, dzielnica muzułmańska. Wieczorem jedziemy na dworzec kolejowy by przedostać się do Varanasi. Czystym zbiegiem okoliczności poznajemy na dworcu dwie turystki z Kanady. Po krótkiej wymianie klasycznych uprzejmości okazuje się, że mamy wspólnie miejsca w jednym przedziale. Super bo kilkunastogodzinna podróż przebiega w miłej atmosferze jak i kolejne 3 dni w Varanasi.    

Marcin
Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji... Zawsze z aparatem i zawsze na styk...

skomentuj

Top
%d bloggers like this: