o Azorach bez szczegółów ..

0
54
views

„Nie mieliśmy tu takiej sytuacji nigdy. Zawsze tu było bardzo spokojnie i wręcz kameralnie, szczególnie dla mnie jako mieszkańca przedmieść Ponta Delgady. Teraz turyści uskuteczniają najazd na wyspy i jest ich bardzo dużo. Rezerwacje mam pełne do sierpnia 2018..” – Eduardo, ze smutkiem kontynuował swój wywód nie przerywając rozwieszania wypranej pościeli w przydomowym ogrodzie. Z jednej strony zadowolony, bo biznes kwitnie, z drugiej lekko zasmucony, bo dzięki tanim liniom Azory ostatnio przeżywają masowy napływ turystów. Niczym Islandia czy od paru lat Gruzja powoli stają się rozdeptywane przez tysiące turystów odwiedzających ten do niedawna mocno odseparowany kawałek lądu pośrodku Atlantyku. Na szczęście Azorczycy bardzo dbają o swój naturalny kapitał, pokazują go chętnie, przygotowali znakomicie i oby tylko nikt tego stanu rzeczy nie popsuł. Idea by turyści pozostawiali po sobie tam jedynie ślady stóp została wdrożona w 100% i na szczęście znakomita większość odwiedzających ma tego świadomość i się do tego stosuje. 

Archipelag dziewięciu wulkanicznych wysp niemal na środku Oceanu Atlantyckiego kusi rzesze turystów przepiękną przyrodą, krajobrazami, wulkaniczną aktywnością i przede wszystkim możliwością obserwowania wielu gatunków wielorybów oraz delfinów. W latach 80-tych ostatecznie zaniechano połowów wielorybów i teraz ci którzy wcześniej na nie polowali mogą się zrehabilitować wykorzystując swoje doświadczenie, by je chronić i pokazywać odwiedzającym. Mimo tego, że wycieczki organizowane są nawet dwa razy dziennie, to nie zawsze jest możliwość obejrzenia tych pięknych ssaków na pełnym oceanie. Położenie Azorów powoduje, iż warunki pogodowe są mocno nieprzewidywalne i bardzo często się zmieniają. Przelotne opady deszczu w ciągu jednego dnia zdarzyły mi się 21 razy (skrupulatnie liczone).

Pomimo, że Azory są archipelagiem wysp i leżą na Atlantyku to zdecydowanie nie są destynacją plażowo wypoczynkową. Samo położenia warunkuje układ klimatyczny nie sprzyjający błogiemu lenistwu na plaży, których to i tak nie jest zbyt wiele. Atlantyk jest dość chłodny, kapryśny i raczej nie najspokojniejszy. Co jednak nie oznacza, że możliwość kapieli brak. Rejon aktywny wulkanicznie a wręcz geologicznie tętniący życiem, daje możliwość kąpieli w tzw. basenach termalnych. Przygotowane oceaniczne nadbrzeże, gorąca wulkaniczna woda wymieszana z buzującym Atlantykiem daje miłe dwadzieścia parę stopni.  Miejsc takich jest bardzo dużo, są znakomicie oznaczone i przygotowane. Nie brak również niezbędnej infrastruktury, więc o przebieralnie, schodki czy drabinki umożliwiające zanurzenie się w kotłującym oceanie nie musimy się obawiać. Nie tylko wybrzeże oferuje gorące kąpiele. Interior również może się pochwalić wieloma basenami, a kąpiel w brunatnej żelazowej wodzie o temperaturze 27 stopni podczas ulewnego deszczu jest niesamowitym wspomnieniem. Aktywność wulkaniczną obserwujemy w wielu różnych aspektach, to nie są tylko termalne baseny. Rejon jest bardzo aktywny i wręcz usiany mniej lub bardziej klasycznymi stożkami wulkanicznymi, kalderami wypełnionymi turkusową wodą, buchającymi z ziemi siarkowymi gazami czy niezliczoną ilością gejzerów. Te ostatnie od wielu lat wykorzystywane nawet kulinarnie do przyrządzenia popisowego dania cozido. Szczelnie owinięty garnek wypełniony mięsiwem, kiełbasą, ziemniakami i warzywami umieszcza się w takim buchającym gorącymi wyziewami dołku na co najmniej 6 godzin. Potrawa wyjątkowo tłusta i sycąca, ale jeśli komuś nie przeszkadza mięso z posmakiem siarki to zdecydowanie warto się skusić w miejscowości Furnas na taki specjał. Warto nadmienić, że to też nie jest kraj dla osób na diecie, kuchnia azorska jest tłusta, mięsna i zdecydowanie kaloryczna. Nie ma się temu co dziwić, bo na jednego mieszkańca przypadają średnio dwie krowy. A steki z azorskiej wołowiny nie mają sobie równych – bo i dawczynie tychże żyją w wyjątkowo przyjaznych i bogatych w dobre pożywienie warunkach. Zresztą, na dobre trawienie zawsze dobra jest lampka wina, a o portugalskich winnicach i trunkach z  nich uzyskiwanych nie sposób złego słowa powiedzieć. 

Trwająca cały rok wiosna sprzyja zarówno hodowli krów jak i wielu innym roślinnym uprawom, choćby wspomnieć o plantacjach ananasów. Markety w Polsce wypełnione są ananasami z Brazylii czy Kostaryki, ale portugalskie Azory też mają swój wkład w światowe uprawy, a ich efekty są moim zdaniem bardzo dobre, bo owoce są nieco mniejsze, mniej zdrewniałe, słodkie i bardzo soczyste. Owoce trudne w uprawie, bo dojrzewanie zajmuje od 18-24 miesięcy, ale ich smak rekompensuje wszystko.  Podobnie sytuacja wygląda z herbatą, gdyż Azory są jedynym miejscem w Europie gdzie znajdują się plantacje herbaty. Nie są to ogromne okazałe pola jakie możemy choćby oglądać na Sri Lance, ale nawet z niewielkich plantacji dzięki odpowiednim warunkom klimatycznym i wieloletniej tradycji uzyskuje się znakomitej jakości herbatę. Wysoce kaloryczne steki i ananasowe desery zdecydowanie najlepiej niwelować turystyka pieszą i aktywnością wodną. Największa z wysp, Sao Miguel to raj dla wielbicieli niesamowitych krajobrazów i szeroko pojętego obcowania z przyrodą. Mnogość wulkanów, wypełnionych jeziorami kalder czy buchających gejzerów daje mnóstwo możliwości aktywnej turystki pieszej czy rowerowej. Setki punktów widokowych (z przygotowanymi miejscami do grillowania) czy świetnie oznaczonych tras po okolicznych pagórkach czy klifowym wybrzeżu pozostawiają niesamowite wrażenia, zdjęcia i chęci powrotu do tego niezbyt skażonego masową turystyka miejsca na ziemi. Ten znajdujący się dokładnie w połowie drogi między Polską a wschodnim wybrzeżem USA kawałek lądu jest polecany głównie miłośnikom przyrody i natury, ale kulinarni smakosze czy wielbiciele tzw. świętego spokoju też będą tym niewielkim portugalskim skarbem zachwyceni. Zaskocz rodzinę, leć na Azory. W przeciwieństwie do Ciebie, oni najprawdopodobniej wciąż nie wiedzą gdzie to jest.. 🙂    

Poprzedni artykułPhong Nha, społeczność A-rem
Następny artykułw delcie Mekongu
Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji... Zawsze z aparatem i zawsze na styk...
UDOSTĘPNIJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here