Home
Home > borneo > Borneo wolontariat

Borneo wolontariat

W trzeciej części historii o TRACC wypada wspomnieć o tym jak tam się dostać, co robić, jak żyć, jakie są warunki i jak wygląda czas wolny. Na pewno nie można sie dostać ot tak z doskoku. Z kilku powodów. Po pierwsze wyspa jest bardzo mała i nic na nią nie pływa. Oczywiście regularnego czy też państwowego. Znajduje się tam resort 4* ale ceny oscylują w granicach 1000zł/dobę i tylko tzw turyści resortowi mają możliwość dopłynięcia na wyspę. Po drugie z powodu dużej ilości wolontariuszy w TRACC należy sobie taki wyjazd wcześniej zorganizować. Opcji jest kilka począwszy od krótkich pobytów, aż po kilkumiesięczne. Wszystko zależy od zasobności portfela, czasu, umiejętności nurkowych itp. Przykładowa opcja dwutygodniowa kosztuje prawie 6000zł/os, a miesięczna około 8500zł/os. Wszelkie kwestie organizacyjne można bez problemu uzgodnić drogą mailową z Hazel (córką Steve`a) lub z samym Steve`m. Po opłaceniu pobytu otrzymujemy mailem potwierdzenie wraz z zestawem podstawowych informacji i zasadniczo temat załatwiony. Można się pakować i ruszać w drogę.

Mając na uwadze charakter tej organizacji oraz to co robi, należy mieć na względzie fakt, iż trzeba będzie się do wielu rzeczy dostosować, wyczekać i współpracować. Na wyspę dostaniemy się tylko i wyłącznie z miejscowości Semporna. Nieco ponad godzinę drogi busem od Tavau – miasta w którym powinniśmy wylądować. W poniedziałki i czwartki na wyspę kursuje łódź z zaopatrzeniem oraz nowymi wolontariuszami. Tzw. punkt spotkań znajduje się w knajpie Bismillah2 w Sempornie skąd po kilku godzinach czekania zabiera wszystkich Dino, kierowca i operator łódki. Godzina rejsu i docieramy na miejsce. Następuje rześkie powitanie, zapoznanie się i wspólne rozpakowywanie łódki i znoszenie towarów do kuchni, spiżarni. Wszyscy wspólnie, szybko, nikt się nie ociąga bo niestety po 18-tej już robi się ciemno. Pierwszym budynkiem jaki napotykamy przy brzegu to oczywiście tzw centrum dowodzenia nazywane No4 – to miejsce w którym znajduje się lodówka (bardzo ważne), stoły, tablice z instrukcjami oraz rozpiską dnia i część nurkowa. To głównie tu toczy się zycie, tu wszyscy przygotowują się do nurkowania, siedzą, odpoczywają w hamakach, jedzą i piją. Tu też czasem oglądami filmy przyrodnicze, rozmawiamy, imprezujemy.   No, klasyczne miejsce spotkań. Obok przystani znajduje się budyneczek tzw klasa w którym odbywają się lekcje, pokazy filmów, można też poczytać książki czy naładować baterie w naszej elektronice.

pom pom jetty
Klasa tuż przy naszej przystani

Kuchnia – rzecz chciałoby się powiedzieć podstawowa. I tak też jest tutaj – bez kuchni nie sposób wyżyć na takiej małej wyspie. A mając na uwadze dostawy dwa razy w tygodniu to wszystko musi być przygotowane tak by wystarczyło dla każdego. Mamy więc niezbędne talerze, kubki, patelnie, zamrażarkę, produkty do przygotowywania sobie posiłków oraz .. dwie panie wyśmienicie gotujące. Układ jest taki, ze każdy śniadanie robi sobie sam – najczęściej większość zaspokaja się kawą, tostami z dżemem, ewentualnie omlecik lub jajecznica. Oczywiście jeśli ktoś ma bardziej wygórowane wymagania śniadaniowe to też da radę – produktów jest sporo, możliwości też – ino trzeba to sobie zrobić. Nie ma też żadnego problemu by przygotować sobie coś samemu lub wspólnie. Jak kto woli.

Czas operacyjny 8 rano – ale to jedynie sugestia, bo na Pom Pom nikt nikogo do niczego nie zmusza. Zresztą długie spanie w namiocie który szybko nagrzewa się do +40 stopni nie jest najprzyjemniejsze, więc z reguły po 7 rano już wszyscy się krzątają i kombinują jedzenie. Śniadanie jest jedynym posiłkiem który przygotowujemy sami – pozostałe czyli obiad oraz kolacja są już domeną pań kucharek i należy tu wspomnieć, że gotują znakomicie. Obiad z reguły jest po pierwszych nurkowaniach więc około godziny 13 lub 14, natomiast kolacja pod koniec dnia o godzinie 18tej. Najczęściej jest to kilka potraw wystawionych w dużych naczyniach do wyboru i samodzielnego montażu. Mamy ryby, sosy, mięso, potrawy wegetariańskie, ryż, sałatki, owoce na deser. Nie ma opcji by być tam głodnym – poza tym cały dzień można sobie coś podjadać jeśli ktoś ma takie potrzeby. Po posiłku naczynie myjemy samodzielnie lub wyznaczamy osoby które to robią za wszystkich. Działania są wspólne i nigdy nie było oporów, że ktoś coś musi zmywać. Odpadki po posiłkach są segregowane, mięso i kości w jednej części, a pozostałe w innej.

Podczas naszego pobytu noclegi możliwe były jedynie w namiotach, w tej chwili ukończony jest już bungalow i jest to dodatkowa opcja noclegowa. Zasadniczo dla każdej osoby jest jeden namiot z łóżkiem polowym, czystą pościelą oraz ręcznikami. W przypadku par również dostaje się jeden namiot z dwoma łóżkami i jeden dodatkowy pusty na bagaże. W namiocie znajduje się wentylator i kontakt do ładowania baterii itp. Prąd włączany jest o godzinie 22. Namioty ustawione są w rzędzie, dodatkowo zadaszone oraz oświetlone. Także pełen komforcik. Klimatyzacji brak, ale to raczej oczywiste. Rząd namiotów usytuowany jest tuż za częścią kuchenną, pozostałe namioty zlokalizowane są w dalszej części obozu. Widzieliśmy, że osoby zamieszkujące tam dłużej (np. pół roku) zdołały sobie znakomicie zorganizować przestrzeń wokół namiotu, zewnętrzne materace, części wspólne z leżakami do oglądania filmów czy wypoczynku, suszarnie prania itp.

Higiena – rzecz równie ważna co jedzenie. Prostej konstrukcji toalety oraz prysznice usytuowane są w dalszej części obozu. Zawiedzeni będą ci co liczą na klasycznego narciarza lub dziurę w ziemi. W drewnianych domkach postawione są klasyczne kompakty WC, oddzielne prysznice z ciepłą wodą w ilości sztuk dwóch spokojnie wystarczają na cały obóz. Jest specjalny stół, na którym można pozostawić potrzebne kosmetyki do kąpieli, by nie nosić tego co chwila z namiotu. A gdy przytrafiła się pewnego dnia awaria pompy, to Steve nie miał problemu by zarządzić, że wszelkie pilne potrzeby można załatwiać w morzu, wyraźnie zaznaczając by w przypadku tzw. dwójeczek płynąć pod prąd. Ubaw wszyscy mieli niesamowity.

Praca wolontariat. Wszyscy przyjeżdżający na Pom Pom są tam w jednym celu – pomoc i odbudowa rafy. W zależności od umiejętności, doświadczenia i chęci, każdemu wolontariuszowi codziennie przypisywane są różnorakie zajęcia. Informacja o nich zawsze jest wywieszana poprzedniego wieczora na wielkiej tablicy informacyjnej w No4. W zależności od zapotrzebowania jak i też chęci może to być nurkowanie, zajęcia lekcyjne i nauka o morskich ekosystemach, budowa konstrukcji szkieletowych czy też ogólne prace w obozie. W sezonie lęgowym żółwi od godziny 20.00 do 2.00 nad ranem prowadzone są obchody dookoła wyspy w poszukiwaniu żółwic składających jaja.

W ciągu dnia ponadto prace porządkowe w obozie, sprzątanie plaży i obozu, budowa konstrukcji pod rafy, plażowanie, snorklowanie i relaks. Po nurkowaniach każdy nurek ma obowiązek zadbać o czystość i wypłukanie sprzętu a wieczorem też o posprzątanie miejsca, gdzie cały ekwipunek jest przechowywany. Szczerze powiedziawszy to naprawdę bardzo trudno jest się w jakikolwiek sposób umęczyć, a jedyne co doskwiera najbardziej to temperatura i gorący piasek.

Czas wolny wieczorem to najczęściej wspólne siedzenie po kolacji i rozmowy, gry w karty, rozmowy i niejako przymusowe opróżnianie butelek z rumem, by potem było z czego rafę tworzyć. I tu wcale nie ma przesady, bo kolega Mert z Turcji stwierdził, że w ciągu dwóch tygodni na wyspie rzuca palenie i picie. W pierwszy dzień musiał mocno zweryfikować swoje założenia. Zaopatrzenie w rzeczy nieraz niezbędne do pełnego relaksu odbywa się w poniedziałki i czwartki – można składać zamówienia i zakupy zostaną zrobione. Standardowo w obozie mamy do dyspozycji tzw small drinks czyli napoje izotoniczne, cola czy fanta w cenie 4 MYR za puszkę 0.33 ml, ewentualnie piwo w cenie 8 MYR za małą puszkę. Smakosze chmielowego trunku winni nastawić się na raczej wodnisto bezsmakowe doznania. To nie Czechy czy Niemcy 🙂 Butelka rumu w cenie 15 MYR – sytuacja smakowa podobnie jak z piwem. Z doświadczenia mówimy, ze można się przyzwyczaić 🙂 Zdecydowanie wieczorny relaks z przyjaciółmi przy zachodzie słońca z kubkiem szmuglowanego z filipin rumu – to coś bardzo przyjemnego na Pom Pom.

Kontakt

W sprawach wolontariatu, szczegółów, współpracy najlepiej kontaktować się bezpośrednio przez stronę www. Tam też znajdziecie mnóstwo szczegółowych informacji na temat obecnie prowadzonych prac, możliwości współpracy i tego co zabrać ze sobą na wyspę.

Hazel Oakley – hazbean@rocketmail.com

Steve Oakley – prof.mauri@rocketmail.com (w ostateczności – na wyspie jest kiepski zasięg sieci komórkowej)    (niestety Steve zmarł nagle 10 grudnia 2016) 


A podczas pobytu Mert nakręcił z drona krótki filmik. Zapraszamy.

skomentuj

Top
%d bloggers like this: