Home
Home > blog > Czy Pattaya jest warta jakiegokolwiek zachodu ze strony podróżnika ?

Czy Pattaya jest warta jakiegokolwiek zachodu ze strony podróżnika ?

Pattaya – tajlandzkie Międzyzdroje – o tym czy warto i dlaczego nie kilka słów poniżej.

Są miejsca na świecie o których się marzy, ogląda obrazki w internecie i ciągle kombinuje jak się do nich dostać. 

Tak pewnie ma każdy z nas i ja wyjątkiem nie jestem – mi się marzy Borneo, Papua czy Vanuatu dla przykładu 🙂 Są też takie o których w jakiś spektakularnych superlatywach się nie rozmyśla i w Tajlandii to moim zdaniem np Pattaya, Phuket, Hua Hin czy Samui. Dlaczego ? Pomijając fakt, ze Tajlandia jest praktycznie zadeptana przez turystów te m.in te miejsca i kilkanaście innych są zadeptane do kwadratu. Samo miasteczko nie wyróżnia się niczym szczególnym, jest niewielkie, przepełnione turystami skupionymi wokół dwóch głównych plaż spędzającymi czas w mocno nieskomplikowany sposób. Dominują przybysze z Federacji Rosyjskiej co zaowocowało totalnym odtajlandowieniem tego miejsca – oferta biur turystycznych, lokalnych restauracji, hoteli i atrakcji nastawiona jest głównie na obsługę takich turystów i co za tym idzie naprawdę rzadko można spotkac w knajpie menu w jezyku angielskim czy chociażby tajskim. Sami zresztą tajowie zagaduja w jezyku rosyjskim. Oferta biur turystycznych i wszystko inne co człowiek na miejscu potrzebuje jest w cyrylicy – więc znajomość wskazana. Okoliczne rozrywki turystyczne też są mocno ograniczone i wiążą się z wyborem dość drogich tripów do Bangkoku, nad rzekę Kwai czy rejsy łódkami. Bo z oczywistych względów pomijam okoliczne ZOO (choć podobno dla rodzin z dziećmi jest fajne bo zwierzaków dużo) lub pływający targ stworzony tylko dla turystów (wstęp 200bht).

DSCF6114
promenada przy plaży – ulubione miejsce do całodziennych posiedzeń – fura żarcia, tanie whisky i głośna muzyka z samochodu

Zresztą bywalcy takich miejsc, których udało się zaobserwować i porozmawiać wymagający w tej materii niestety nie byli – zgodnie twierdzili że to miejsce idealne bo czuja się jak u siebie. nie mają problemów komunikacyjnych i jest wszystko czego potrzebują: ciepło, palmy, plaże, tani alkohol i chętne do sexu tajki za grosze. Zresztą jednym z pierwszych pytań jakie się pojawiają (po rozpoznaniu że interlokutor rosjaninem nie jest) jest właśnie pytanie o sex i miejsca gdzie jest najtaniej – więc jakby to tłumaczy ilość samotnych kawalerów przemierzających ulice lub wyczekujących w lokalnych knajpkach przy szklaneczce czegoś zimnego. I naprawdę taka turystyka przeważa – nawet jeśli pozornie może się wydawać, że jest inaczej.

DSCF5718
na brak miejsc hotelowych wkrótce nie będzie co narzekać.

Popyt jest ogromny więc i miasto musi się stosownie do zapotrzebowania rozbudować – co prawda idzie to bez jakiejś większej logiki, część budów już rozpoczętych została zaniechana i straszy w centrach miast, a pozostałe są prawie gotowe przyjąć tysiące chętnych turystów w swoich szklano metalowych 20-piętrowych cielskach. Niestety z mojej perspektywy wypoczynek w tymże miejscu polecam jedynie zdesperowanym – naprawdę trzeba się naszukać by znaleźć lokalna knajpke z tanim ulicznym jedzeniem, plaże są zatłoczone i dodatkowo w weekendy napływa tzw turystyka weekendowa z Bangkoku co powoduje jeszcze większy tłok. Ceny są mocno wyśrubowane a wszechobecny plastikowy chiński blichtr i pszaśnik powoduje chęć jak najszybszej ucieczki. Oczywiście chcący by było lokalnie i przyjemnie dadzą sobie radę, ale nie jest to na wyciągnięcie reki i trzeba wiedzieć gdzie tego poszukać. Topowy i chyba ulubiony night market to istna cepelia z barankami, kręcącymi się wiatrakami, ruskim techno i kolorowymi światełkami. Całości dopełniają zataczający sie półnadzy obywatele z drinkami/piwami w dłoni – przeżycia wspaniałe. Szczególnie, że dla zgłodniałych mamy barszcz i kartoszki (pierogi) w cenie wyśmienitego padthay’a. Ale też nie jest tak, ze to złe miejsce i się nie poleca – wprost przeciwnie, bo każdy może tam znaleźć coś dla siebie. I nie ma tu ani krzty sarkazmu – ja również znalazłem i dlatego spędziłem tam ponad tydzień. Nie, nie – i nie jest to też 19 letnia tajka 🙂 W miejscu takim jest czas na wszystko, dużo tematów jest aż nadto uporządkowanych i człowiek nie musi się martwić absloutnie niczym, plaża jest ładna, piaszczysta i długaśna, ludzi spoooro, ale można znaleźć ciche miejsca i pod palmą kilka godzin książkę poczytać, samo miasto daje też spore możliwości do obserwacji stricte socjologicznych więc nudzić się zapewne nikt nie będzie. A jak poczuje, że zbliża się nuda to polecam znaleźc wycieczkę chińskiej szkoły językowej – tak jak rzeczona wycieczka znalazła mnie. Dwie urocze młode damy tragiczną angielszczyzną zapytały czy wypełnię im ankietę na zajęcia (dane, cel przyjazdu, plusy i minusy miasta, kraju, coś o sobie plus mały quiz) – z przyjemnością poświęciłem im 5 minut mojego wolnego czasu i zadanie wykonałem. Jakież było moje zdziwienie gdy kątem oka dostrzegłem nadciągającą dalszą część grupy z plikiem ankiet – nie wróżyło to nic dobrego. Po 1.5 godzinie, wypełnieniu 6 ankiet i zrobieniu chyba miliona selfie fotek – misję krzewienia angielskiego wśród chińskich latorośli mogłem uznać za zakończoną 🙂 I to jak – bo dwa dni później pół ich autokaru do mnie machało z ulicy – wywołując niemałą konsternację wśród przechodniów.. Biały do którego macha pół autokaru kilkunastoletnich chinek w szkolnych mundurkach … Ech.. 🙂 


z newsów – nawet władze zorientowały się, że coś za dużo mają obcych i by ściągnąć tajów do miasta hotelarze obniżyli ceny o 30% dla rodzin tajskich.  

Informacje praktyczne:

– autobusbus z Bangkoku – 119bht
– nocleg (Jomtien Beach – Thai Duo Orange – niecałe 70zł za deluxe room
– rejs łódką całodzienny na coral island – 400bht (z jedzeniem na wyspie)
– jedzenie – lokalne knajpki –> 50-60bht i 40bht piwko (zaledwie 2bht drożej niż w 7eleven)
– jedzenie – pozostałe knajpki od 230 w górę (raz spróbowałem za 150bht – niedobre i mało).
– taxi z Jomtien Beach na dworzec lub Pattaya Beach (od 60-100bht) – piechotą ok 40 min
 
Marcin
Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji... Zawsze z aparatem i zawsze na styk...

skomentuj

Top
%d bloggers like this: