El Nido, El Fantastico

0
9
views

Podobno najładniejsze miesto na Filipinach. Podobno najbardziej zielone. Podobno tak twierdzą tylko Manilijczycy bo w zasadzie wszystko jest ładniejsze od Manili. Puerto Princesa bo o nim mowa nie rozczarowuje, ale też nie zachwyca. Jednakowoż nie ono jest celem wizyty na Palawanie, a oddalene o 6h jazdy busem El Nido. Docieramy tam w środku nocy. Przemarznięci z powodu umiłowania filipińczyków do maxymalnego wykorzystywania uroków klimatyzacji. 6h nocnej jazdy w +18 stopniach daje popalić 🙂  Dojazd w nieznane miejsce o 2 w nocy do najprzyjemniejszych nie należy, szczególnie jeśli dworzec autobusowy (piaszczysty plac poza miastem bez lamp) nie zachęca a wręcz odstrasza. Na szczęście udaje nam się dostać tricyklem do miasta i w spokoju poczekać do switu i zacząć rozglądać się za jakimś domostwem na najbliższe dni. Samo El Nido jest małym miasteczkiem wciśniętym między górzyste wybrzeże (w nocy nic na to nie wskazywało) z kilkoma ulicami pośrodku i i dość sporą plażą, na którą można się dostać poprzez wąskie ścieżki pomiędzy hotelami. Czekaliśmy tak 5 godzin, dzielac czas pomiędzy całodobowe bary i podrzędne spelunki z tanim żarciem oczekując wschodu słońca. Ciemność zupełna, z hotelowego tarasu słychać tylko szum fal, kołyszące się na morzu bangki i widok kilku światełek portu. Spodziewaliśmy się zwyczajnej plaży i kawałka wody a ukazał nam się taki widoczek.

El Nido – plaża

Hmmm, w takim miejscu, na takiej plaży nie będzie łatwo o nocleg, a jak już będzie łatwo to drogo. Ceny od 2500php poprzez 4000php i drożej. Sprawą jasną stało się, ze trzeba będzie iść na kompromisy – albo płacimy i mieszkamy z takim widokiem albo szukamy taniej i do takiego widoku kawałek trzeba będzie się przespacerować. Udało się – 1400php za bambusowy domek na samej plaży z dokładnie tym widokiem. Miło. Tak dobrze rozpoczęty poranek nie może być zmarnowany, więc szybko jemy kolosalnego naleśnika z kawką w plażowej knajpce i zabieramy się za całkowity relaks. Ewuś momentalnie anektuje solidny kawałek plaży, rozkłada ręczniki i zażywa relaksu a ja standardowo nudaaaa.. Popołudniem uskuteczniamy spacerki po plaży, wybieramy się na sąsiadnie rejony na zwiedzanie wioski w dżungli i ogólnie wypoczywamy. Jako, ze w El Nido zasadniczo nie ma co robić a jedynym i głównym celem wizyt w tym rejonie jest island hopping, to zaczynamy się rozglądac za jakąś ciekawa opcję w tej materii. Wybór spory, ofert dużo i wszytskie takie same. Cenowo również. Decydujemy się na skorzystanie z opcji jaką daje duży turystyczny sklep w El Nido (http://www.elnidoboutiqueandartcafe.com/faq.html) i sposród wielu opcji wybieramy Tour C. Zasadniczo najfajniejszy, najdłuższy i z najlepszymi miejscami do zobaczenia.

El Nido – główna ulica

Zasadniczo wydało nam się to najlepszą i najpewniejszą opcja. Oczywiście można zakupić sobie wypad łódka od kogokolwiek na ulicy, ale mając na uwadze, że konkurencja jest bardzo duża, ceny praktycznie identyczne, trasy te same – to wybranie dużej agencji turystycznej daje pewność, ze wyjazd dojdzie do skutku i będzie tak jak być powinno. I było o czym wkrótce…

kolacyjka …

Pozostaje zjeść kolacyjkę – szaszłyk z kurczaka, kurze jelitka i grilowany kalmar… i można wracac do domku na plaży…

Poprzedni artykułw drodze do El Nido
Następny artykułrejs

Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji… Zawsze z aparatem i zawsze na styk…

UDOSTĘPNIJ

skomentuj