plan – trudna sprawa

0
9
views

Przewodnik. Podstawowa książka. Poważna rzecz. Bez niego raczej bym się nie ruszał choć i bywają pewnie tacy co to lądują na miejscu i bez przewodnika też świetnie sobie dają radę. Póki co my na razie wolimy takie coś posiadać. Co do wyboru raczej dylematów nie ma – tylko lonely planet. Zasadniczo istnieją chyba tylko trzy opcje: Pascal, Lonely Planet i Rough Guides. Oczywiście jest dużo innych kolorowych, ze zdjęciami i rysunkami tylko, że niestety się średnio sprawdzają. Bo bardziej od zdjęcia wysepki potrzebna jest rozpiska portu, dworców autobusowych czy dokładny plan centrum. Braliśmy pod uwagę opcję Pascala (okrojony i tłumaczony na polski lonely planet) ale po tym jak zobaczyliśmy różnice to jednak zostaliśmy przy LP. Niestety za jakość trzeba wybulić i 89zł zeszło z konta. No ale przewodnik już jest i czeka. Można powoli rozpoznawać teren i wstępnie opracowywać zarys trasy lub chociażby miejsca i rejony warte zobaczenia. Wszak wszystko jeszcze można na miejscu zmienić.

przewodnik

Niestety ułożenie samej trasy proste nie jest, więc chyba wyznaczymy sobie jakieś ogólne cele/miejsca a jak będzie dalej to się zobaczy na miejscu. Na początek wiadomo, ze po wylądowaniu mamy prawie 2.5 dnia w Manili. Zasadniczo dobrze się składa, pomimo, że większość twierdzi że Manila to najochydniejsze miasto świata i nie ma co tam siedzieć dłużej niż to wynika z samych lotów wewnątrzazjatyckich. Co by nie było, jak miasta lubię a i na Manile mam pewien plan więc te dwa dni się przydadzą. Na pewno chciałbym odwiedzić dzielnicę Navotas (w pobliżu pewnie będziemy mieszkać), może też chiński cmentarz lub wybrać się na walki kogutów. Podjąłem już rozmowy z pewnymi osobami na miejscu więc mam nadzieję, ze plan się powiedzie i uda się zobaczyć to co się zaplanowało. Zawsze w zanadrzu są okolice Manili z chociażby wulkanem Pinatubo na czele.

Poprzedni artykułkierunek Filipiny
Następny artykułtrasa się tworzy

Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji… Zawsze z aparatem i zawsze na styk…

UDOSTĘPNIJ

skomentuj