Home
Home > blog > Kusie w busie – Florencja i Siena

Kusie w busie – Florencja i Siena

Siena. Z innej perspektywy.

Przyjechaliśmy do Florencji późno. Można powiedzieć, że bardzo późno, zważywszy, że w ciągu poprzednich około 40 godzin, spaliśmy jakieś 3. Poszukiwania  adresu były nerwowe. Wejście okazało się być „ukryte” w  jednej z bocznych uliczek. Hotelik oznaczony był jedynie tabliczką jaka widnieje np. przy kancelariach w kamienicach. Jak się później dowiedzieliśmy,  otwarcie miało miejsce  niespełna kilka miesięcy wcześniej. Hotel zajmuje około 1/3 pietra. Właściciele  z +/-  150 metrowego mieszkania zrobili uroczy pensjonacik, który zaczyna cieszyć się coraz  większym, a co ważne zdecydowanie uzasadnionym powodzeniem. Był to nasz strzał w dziesiątkę. Genialna lokalizacja, przemili właściciele i domowa atmosfera. Pokoik niewielki, ale wyposażony we wszystko co potrzebne. Wyposażenie czyściutkie i nowe.   Niestety, po przyjeździe byliśmy tak padnięci, że nie przyszło nam do głowy by choćby na chwile wyskoczyć na rekonesans okolicy i móc podziwiać katedrę nocą. Gdy następnego dnia doznałam olśnienia i dotarło do mnie, jak zawaliliśmy sprawę było mi mocno nie w smak. Nie pozostaje nic innego, jak przyjechać jeszcze raz. Huraa!

Kolejny dzień był pod znakiem zwiedzania Florencji. Doba kończyła się ok 11. Nasi gospodarze, bez problemu zgodzili się, byśmy  na czas naszych wędrówek, zostawili część bagażu na recepcji. Ustalona  godzina 16 na odbiór plecaka, wyznaczała nam czas operacyjny.
Katedra była pierwsza w naszym planie zwiedzania, niemniej wcześniej zdecydowaliśmy się wyskoczyć na Dworzec Kolejowy, po bilety do Sieny. Przywitała nas szczelnie wypełniająca cały hol kolejka turystów. Serpentyny oczekujących, zawijały się  w każdą możliwą stronę. Jak się okazało była to kolejna do kolejki – czyli popularne „numerki”. Zupełnie puste  były te okienka przy których obsługa odbywała się  za poprzez agenta turystycznego, gdzie do ceny biletu trzeba było doliczyć ok. 2 euro (dodatkowo opłata za pomoc i tryb bezkolejkowy). Już mieliśmy skorzystać z tej opcji ( wizja stania w przynajmniej 2 godzinnej kolejce za numerkiem, nie była optymistyczna), gdy się zbuntowałam. Człowiek jeździ na drugi koniec świata, ogarnia wszelakie problemy i przeszkody, czasem nawet śmie nazwać się podróżnikiem, a tu ma polec na kupnie biletu we Florencji, mieście na wskroś turystycznym!?! Po moim trupie! Przed wejściem do strefy kas „obsługowych” , w główym holu wzdłuż peronów, znajdują się rzędy automatów biletowych. Wybraliśmy na „chybił trafił”, pierwszy napotkany. Może nie jestem dzieckiem tabletu ani smartfona, ale na comodore grałam – obycie ze sprzętem nowoczesnym jest! Cała magia odbywa się na komfortowym ekranie dotykowym, jaki znany jest nam z automatów na bilety, które są np. we Wrocławiu. Szybka zmiana języka z italiano na angielszczano, i wszystko stało się jasne, przejrzyste i łatwe do ogarnięcia. Wybiera się trasę oraz preferowaną godzinę odjazdu, następnie z listy wskazanych połączeń, wybiera odpowiedni pociąg. Trzy pacnięcia w ekran, wsunięciu 20 Euro w szczelinkę, i chwili napięcia czy nie „zeźre”, mieliśmy w dłoniach, piękne, nowe i samodzielnie zakupione bilety kolejowe. Otrzymany bilet należy skasować i wtedy będzie on  ważny przez kolejne  6 godzin. Nie ma się co śpieszyć z kasowaniem (czyli od razu po zakupie), bo gdy tak jak my, bilet kupowany jest z wyprzedzeniem, lepiej uczynić to przed planowanym odjazdem wybranego pociągu! Teraz zostało nam tylko zwiedzanie.

Florencja jest piękna i zdecydowanie bardziej ją polecam niż Mediolan. Do katedry Santa Maria del Fiore dochodzi się dość wąskimi uliczkami.

Florencja. Dumo tuż za rogiem. Blisko-daleko.
Florencja. Katedra tuż za rogiem. Blisko-daleko.

Gdy przed nią stanęliśmy zwaliła nas z nóg swoim pięknem i wielkością. Budowę zlecono Arnolfowi di Cambio w 1294 roku. Budowano ją przez mniej więcej 600 lat. Charakteryzuje ją styl gotycki i neogotycki.  Katedra jest ogromna i majestatyczna.

Duomo Florencja
Katedra Florencja
Kopuła - Katedra Santa Maria del Fiore
Kopuła – Katedra Santa Maria del Fiore

Nadszedł czas, by się zgubić. To najlepsza metoda na świecie by zobaczyć miasto, jakim jest na prawdę a nie tylko w przewodnikach. Mapa rzeczą świętą gdy czas wrócić na szlak, jednak realizując opcje „zgubieni” zaglądamy do niej dość rzadko. I tak oto, niezależnie czy poszliśmy w prawo czy w lewo, za każdym rogiem naszym oczom ukazywały się kolejne kościoły, katedry, pomniki czy place. Piazza della Signoria, Fontanna Neptuna,  Palazzo Vecchio czy Ponte Vecchio. Gdzie by nie pokierować swoich kroków, zawsze trafialiśmy na miejsca wyjątkowe, pamiętające czasy Michała Anioła, Botticelliego, Rafaela czy Tycjana. Nie ma miejsca, które w szczególności bym polecała lub odradzała. Florencją trzeba się napawać i kosztować.

Most Złotników (wł. Ponte Vecchio, dosł. Stary Most)
Z widokiem na Most Ponte Vecchio
Piazza della Signoria
Piazza della Signoria po lewej droga do Galerii Uffizi

Zakochałam się w tym mieście, na szczęście miłością wzajemną. Spacerując po niezliczonej ilości uliczek i placów, dotarliśmy na targ. Fantastyczne miejsce. Mój raj, Marcina zdecydowanie nie! Targ to uliczka, zmieniająca się wraz z nastaniem dnia (tak od 11) w tętniący życiem bazar. Żeby było ciekawiej, targ ciągnie się do okazałego budynku hali targowej. Na trzech piętrach znajdują się stoiska z tradycyjnymi wyrobami kuchni włoskiej. Wszystko uzupełniają świeże warzywa, owoce, ryby, owoce morza, mięsa i wędliny. Ciężko oderwać wzrok. Na ostatnim piętrze mieszczą się restauracyjki oraz kawiarnie. Ten poziom przepełniony jest aromatem parzonej kawy (w strefie kawiarni) oraz ziół i przygotowywanych dań (w strefie gastro). Nieco na uboczu, ale trudny do przeoczenia, stoi posąg Dawida, ale w nieco innej wersji 🙂  To jedno z miejsce zdecydowanie wartych zobaczenia. Taka ot, Florencja bardziej hedonistyczna.

Włoskie gotowanie
Włoskie gotowanie na piętrze hali targowej. Mercato Centrale.
:)
🙂

Ponieważ zbliżał się czas naszego wyjazdu, odebraliśmy z hotelu zostawiony bagaż i spacerem udaliśmy się na dworzec. Dworce zawsze działają na mnie nieco stresująco – nie pomylić peronu, wsiąść we właściwy pociąg, uważać na bagaż, nic i nikogo nie zgubić, i nie zostać zgubionym. Tu sam budynek dworca, opisy peronów i rozkład jazdy jest bardzo czytelny i intuicyjny. Zdecydowaliśmy o skasowaniu biletu (skasowanie jest konieczne przy przejazdach liniami „regionalnymi”, przy expresach nie jest to tak ważne, przez wzgląd na konieczność wykupienia miejscówki).

Kusie-w-pociągu.
Kusie-w-pociągu.

Po kilku godzinach, komfortowej i szybkiej podróży koleją,  pojawiliśmy się na dworcu w Sienie, kolejnym punkcie na mapie naszej wycieczki. Sienę przywitaliśmy wieczorową porą. Jedyne co nam pozostało, to dostać się do naszego apartamentu. Po raz pierwszy korzystaliśmy z portalu Airbnb.com, wiec byliśmy zarówno podekscytowani, jak i lekko zestresowani tym, co zastaniemy. Przezornie w niedalekim markecie kupiliśmy dwa wina i kwiatka dla naszej kolejnej gospodyni, w ramach nabicia kilku bonusowych punktów na start. Założyliśmy, że w najgorszym wypadku wino zawsze pomoże (jak nie gospodyni to nam), a kwiatek posłuży jako rekwizyt taktyczny, utwierdzający w przekonaniu że nie jesteśmy włóczęgami a zgubami „szukającymi włoskiej ciotki, co ugościć miała”. Działania operacyjne sprowadziły się do zakupienia dwóch biletów na miejski autobus do naszej dzielnicy Scacciapensieri. W międzyczasie via SMS, otrzymaliśmy od Letizi, naszej Gospodyni WSZYSTKIE wskazówki dotyczące dojazdu. Gdy po około kwadransie dojechaliśmy na miejsce, wyszła nam naprzeciw i niemalże niczym dzieci, zaprowadziła za rączkę do apartamentu, który nas oczarował podobnie jak właścicielka. Do dyspozycji dwa pokoje, kuchnia i łazienka. Całość  wyposażona TOTALNIE i ZUPEŁNIE, włączając w to szczoteczki do zębów i parówki na śniadanie. Nie byliśmy też zdecydowani jakim korkociągiem otworzyć nasze wino, ani z jakiego typu kieliszka się go napijemy. Jednym słowem rewelacja! Wspomnieć należy, iż na stole w kuchni czekał na nas notes z wszelkimi wskazówkami dot. połączeń autobusowych, zabytków wartych zobaczenia, wraz z kieszonkowym przewodnikiem. Dodatkowo zostaliśmy wyposażeni w zestaw biletów autobusowych, ot na dobry początek kolejnego dnia.

Następny dzień – zwiedzanie. Zaczęliśmy od XIII- wiecznego Piazza del Campo (Główny Plac). Po wejściu na plac, czekała na nas niespodzianka. Trafiliśmy na wystawę zabytkowych i ekskluzywnych samochodów. Dla każdego miłośnika motoryzacji, nie lada gratka, gdyż prezentowane auta były prawdziwymi perełkami.

Piazza del Campo - wystawa samochodów.
Piazza del Campo – wystawa samochodów.

 Spacerowaliśmy starając się wejść w klimat i atmosferę tak znamiennego włoskiego miasta. Nie było to łatwe przez wzgląd na tłumy  turystów przelewające się przed, za i wokół nas.

Piazza del Campo. Buła - tłumy w knajpach, więc żarcie na placu.
Piazza del Campo. Buła – tłumy w knajpach, więc żarcie na placu.

Co jak co, ale dla chcącego nic trudnego. Dłuższą chwilę zajęło nam oddalenie się od głównego szlaku, niemniej dopięliśmy swego. Udało się znaleźć miejsca, które zdecydowanie zaczęły oddziaływać na nasze zmysły i pozwoliły poczuć włoski klimat Sieny.

Siena - ucieczka od tłumu.
Siena – ucieczka od tłumu.
A gdyby skręcić jeszcze raz w prawo...
A gdyby skręcić jeszcze raz w prawo…
Siena. Z innej perspektywy.
Siena. Z innej perspektywy.
Laboratorio Zoologico. Siena.
Laboratorio Zoologico. Siena.

Został nam już tylko ostatni etap naszej podróży  – Bolognia i powrót do domu.

TIPS

  • SPANIE – airbnb.pl – świetna alternatywa dla hoteli, które np. w strefie Euro mogą znacząco obciążyć budżet wyjazdu
  • PRZEMIESZCZANIE SIĘ – kupno biletów – korzystanie  z automatów biletowych rozstawionych na stacjach kolejowych, pozwala na zaoszczędzenie czasu (i bywa że pieniędzy)  przy kupowaniu biletów
  • JEDZENIE – pizza na kawałki (ok 2 euro kawałek) – pyszna i idealna jako przekąska lub pełnowymiarowy posiłek dla mniejszych pasibrzuchów. Pozostałe kanapko-mixy z różnymi cudami w środku od około 4 euro.

 

Marcin
Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji... Zawsze z aparatem i zawsze na styk...

skomentuj

Top
%d bloggers like this: