Spanky – local star, Intramuros

0
5
views

Kolejki, odprawy, check-iny, druki, pożyczanie zapalniczki – ludzie się jakoś ze sobą integrują, nawet jeśli leca 9h, mają potem przesiadkę i kolejne 6h z przesiadką kolejną. Poznajemy tak belgijskiego podróżnika Jeana, wymieniamy wspólne doświadczenia, rozmawiamy chwilę i jako że mamy mieszkać w dwóch sąsiednich dzielnicach bierzemy wspólną taxówkę i jedziemy w poszukiwaniu hotelu. Mimo późnej pory Manila dość mocno zakorkowana i dopiero po 40 minutach docieramy do hotelu. Bezproblemowe zakwaterowanie i tak długo oczekiwany prysznic 🙂 Przed nami całe dwa dni w stolicy Filipin.

Hotel Intramuros Manila
Hotel Intramuros

Dzielnica w której mieszkamy to Intramuros, najstarsza i najbardziej zabytkowa część Manili. Z tegoż powodu jest tu całkiem sporo hoteli i ciekawych do zobaczenia miejsc jak Fort Santiago, Katedra Manilska, kilka kościołów i mury obronne. Rozpoczynamy od okolic hotelu, znajdujemy sklepik i robimy podstawowe zakupy. Zaczyna się robić upalnie i bez wody zwiedzanie byłoby co najmniej mało komfortowe. Zupełnie nie znając miasta i nawet nie sprawdziwszy okolicy na mapie snujemy się powoli, mijamy grupy dzieci w pełnym umundurowaniu zmierzajace do szkoły, przedzieramy się przez zatłoczone ulice pełne jeepney`ów i ciężarówek by trafić zupełnie przypadkowo do zielonej części miasta – Rizal Park.Daje to chwilę wytchnienia, jest zielono, ciepło, w oddali widać same wieżowce a i można sobie w chińskim parku na chwilę odsapnąć i chociażby zerknąć w przewodnik.

Manila Rizal Park - chinese park
Manila Rizal Park – chinese park

Życie toczy się strasznie leniwie, grupki zakochanych dzieciaków siedzą pod drzewami zamiast w szkole, gdzieniegdzie jakiś turysta, ogólnie pustki. Co nie jest dziwne bo jest samo południe, jest gorąco więc i nie ma co na dworze siedzieć. Po jakiejś godzinie chodzenia standardowo się gubimy i trafiamy w okolice Fortu Santiago (o czym jeszcze nie wiedzieliśmy) do niewielkiej dzielnicy biedy nad rzeką. Zupełnie inaczej niż w chociażby Indiach, jest ciut czyściej, ludzie zasadniczo nie zaczepiają a wręcz przeciwnie, pozdrawiają, pytają skąd jesteśmy i się szeroko uśmiechają. Ja bynajmniej czuje się mega bezpiecznie i powiedziałbym, że dość komfortowo. Kibicujemy troche chłopakom grajacym w koszykówkę. To chyba ich ulubiony sport, grają wszędzie gdzie się da, w każdym domostwie choćby na drzewie wisi kosz i jest piłka. Nawet w TV jest kilka kanałów poświeconych wyłącznie koszykówce. Zastanowiłęm się chwilę czy japonki do koszykówki to świadomy wybór czy może brak innego obuwia, ale jak się później okazało można w kosza grać i na trawie i na boso. Więc pewnie tak musi być. Jak chłopaki zobaczyli, że biały się przygląda i robi zdjęcia to gra od razu zrobiła się żywsza – i się nawet kosz pojawił.

Manila - childern on the street
Manila Street

 

Manila basketball league
Manila – basketball

Z racji tego, że po paru godzinach krążenia nie bardzo wiemy gdzie jesteśmy a filipińczycy jakoś średnio potrafią nam pomóc posiłkując się mapą z przewodnika, bierzemy taxówkę i lecimy do Fortu Santiago. Śmialiśmy się strasznie jak się okazało, ze wystarczyło skręcić w lewo i pójść parę km prosto – trafilibyśmy wprost pod sam hotel i fort który był w pobliżu. Sam fort zasadniczo nie zachwyca, odrestaurowana brama, kawałek muzeum i panoramka na Manilę. Na zdecydowany plus park i piękna roślinność. Przy wyjściu ambasada Polski. Miły akcencik. Po całym dniu wędrówki standardowo stołujemy się w jakiejś ulicznej spelunce i ku zdziwieniu filipińczyków zjadamy jakieś dziwne rzeczy z kubła. Wszyscy niezwykle mili, oferują i zachęcają do jedzenia i próbowania. Bierzemy jakieś mięsko z ryżem – ciężko określić co to było ale smakowe. Ucinamy jeszcze pogawędke ze Spankim, sprzedawcą balutów (kacze zarodki). Mówi, ze dobrze że go poznaliśmy bo w Intramuros wszyscy go znają, jest taką lokalną gwiazdą i podobno jednym z lepszych pokerzystów. Wizyty w klubie pokerowym odmawiamy, nie wiem czy byłby to najbezpieczniejszy pomysł na wieczór. Szczególnie, ze Spanky otwarcie mówi ze wieczorami bezpiecznie w tym rejonie nie jest i trzeba uważać, szczególnie jak się jest białym. Pocieszył, nie ma co 🙂

 

 

 

 

 

 

Poprzedni artykułkierunek Filipiny ..
Następny artykułWysping

Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji… Zawsze z aparatem i zawsze na styk…

UDOSTĘPNIJ

skomentuj