na polowanie

0
9
views

Mentawajowie wyznają zasadę „coffee, no sleep”, ale jak wiadomo nie da rady tak cały czas więc około 23 zbierają się do spania. Marcin, śpisz tutaj, ja naprzeciw i goście dookoła ciebie – zadyrygował Korne, gdy już uprzątneliśmy z podłogi wszystkie kubki po kawie i puste paczki papierosów. Pamiętaj, aparat, paszport, pieniądze pod głowę a plecak wewnątrz moskitiery. Latarka pod ręką. Coś się dzieje ? pytam zdziwiony. Jesteśmy przecież w środku dżungli. Sami. Wiesz, na 100 dobrych ludzi jest jeden zły. Tu nie jest inaczej. Czasami nocą przychodzą rabusie, by ukraść świnie, kury itp. Turyści nie są tu niezauważalni. Ludzie wiedzą. Lepiej uważać. Jesteśmy bezpieczni, zapewnił. Ze świadomością, że zawartość mojego plecaka stanowiłaby wyżywienie dla kilku rodzin na co najmniej kilka miesięcy kładę się spać. Latarki są, maczety nieopodal. Dobranoc. Dżungla nocą hałasuje. Strasznie. Nie sposób wyłapać czy coś jest blisko czy daleko. Kompletna ciemność i tysiące różnych odgłosów żyjącego nocą lasu. Coś skrzeczy, gwizda, trzepocze, coś przebiegnie lub drapie. Nierzadko coś chlubnie, nad głowa bzyczą komary a w okolicy odbywa się istne nocne polowanie. Udaje się usnąć w tym hałasie. Gorąco i duszno. Na chwilę jedynie. Snop czołówki przesuwa się po pomieszczeniu, chaotycznie smaga po moskitierach. Na moment gaśnie i znów się zapala, by zajrzeć w jakieś zakamarki. Wszyscy śpią. Zaspanymi oczami niewiele widzę, powoli się odwracam i nie potrafię zlokalizować z którego miejsca dochodzi światło. Wiem, że to już z domu lub tuż przed. Bez szczegółów. Historia Korne usłyszana na dobranoc nie pomaga, ale musze myśleć racjonalnie i działać. Cokolwiek nie powiem to zdradzę się momentalnie. Angielski. Tu nikt nie zna. Serce wali jak szalone, nie wiem kto jest w obozie i jakie ma zamiary. Mogę jedynie podejrzewać. Krzyczę więc nagle „Kornee, ktoś tu jest !” i zapalam czołówkę. Słychać kolejne zapalane latarki i jakiś łomot. Po chwili śmiech rozdziera tą przerażającą ciszę. Zaczynamy się wszyscy śmiać z sytuacji. Brat gospodarza jest myśliwym, a 3 w nocy to najlepsza pora by wyruszyć na polowanie na małpy. Mówili, że ustalali to nocne polowanie, ale zapomnieli mi o nim wspomnieć. Następnego dnia prawie do obiadu wszyscy wesoło rechotali i wspominali powtarzając „Korne, ktoś tu jest”. Wybraliśmy się też w odwiedziny do brata (godzinka w jedną stronę) by sprawdzić jak polowanie. Niestety bezskutecznie. Trochę za późno wyruszył i nie mógł dotrzeć we właściwe miejsca. Mentawajowie polują. Zajmują się tym tylko i wyłącznie mężczyźni i ku utrapieniu śpiących turystów robią to w środku nocy. Czasami używają broni palnej długiej, jednakże najczęściej to tradycyjny łuk i zatrute strzały z drewnianymi lub metalowymi grotami. Łupem najczęściej są małpy, jelenie, dzikie świnie. Czaszki zwierząt przyozdabiają domostwa i świadczą o umiejętnościach gospodarza. Myśliwi też często mają wytatuowane zwierzęce motywy. W razie śmierci po tatuażach można rozpoznać profesję denata. Polowanie samo w sobie jest zajęciem dla każdego mężczyzny i nie ogranicza się jedynie do szamanów. Podobnie jest z przepisem na truciznę do strzał – recepturę zna każdy. A nawet teraz Wy. Liście oraz gałązki z drzewa ranggi i lijani w odpowiednich proporcjach ściera się na specjalnej tarce. Gałązki obdziera się z kory i również ściera. Następnie umieszczane są w wiklinowym koszyczki i za pomocą ręcznej prasy wyciskany jest z nich sok. Nie jest szkodliwy, można go dotykać, ale nie może się przedostać do otwartych ran.

Aby Wam móc te informację przekazać, nie dotykałem. Groty strzał są smarowane trucizną i zachowuje ona swoje właściwości przez 2 lata. Do tej pory nie wymyślono panaceum na ten mix, więc robieniem trucizny zajmują się wyłącznie dorośli, a zatrute strzały przechowywane są w domu wysoko pod dachem, aby przypadkowo żadne dziecko ich nie polizało. Trucizna przedostaje się do krwiobiegu i w około kilka minut zatrzymuje akcje serca. Niestety nie zaobserwowałem działania tejże w terenie, ale brak broni palnej u gospodarza i mnogość czaszek rozwieszonych w domu pozwala sądzić, że jednak to działa. Albo mój gospodarz konfabulował i był mistrzem a małpy wysoko na drzewach łapał i dusił gołymi rękoma. Stan strzał, kołczana i akcesoriów wskazywał jednak na to, że to normalne narzędzie pracy. Na szczęście szamana i nieszczęście małp. I małej wiewiórki, którą upolowaliśmy następnego dnia. Wyjątkowo smakowita. Pomimo tego, że podobnie jak polskie ziemniaki była w opcji „z wody…

Poprzedni artykuła jak spotkasz szamana
Następny artykułżona ? nic trudnego
Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji... Zawsze z aparatem i zawsze na styk...
UDOSTĘPNIJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here