Poradnictwo fotograficzne

    2
    5
    views

    Jakim aparatem robić zdjęcia na wyjazdach ? Jak je robić ? Jak nie robić ?

    Teoretycznie odpowiedź na tak postawione pytanie jest banalnie prosta. Każdym. No, ale pewnie nie takiej oczekujecie. Wiele zależy od tego jakie macie podejście do fotografii, jaką część wspomnień ma ona stanowić i jak mocno jesteście w temat zaangażowani. Napotykam się często na bardzo fajnie pisane blogi podróżnicze z bardzo kiepskimi zdjęciami choć i odwrotnie też się zdarza, ale rzadziej 🙂 na szczęście. czy jest jakis złoty środek na to wszystko ? Jak poprawić jakość publikowanych zdjęć. Wypadałoby zacząć od podstaw – kadr i światło. Nie ma co uprawiać tu podstawowego poradnika fotograficznego ale z czystej przyzwoitości wypada wspomnieć chociażby o regule trójpodziału i twórczym wykorzystaniu warunków oświetleniowych. Ot pierwszy lepszy przykład z brzegu – para na ławeczce umiejscowiona w przecięciu linii, horyzont na linii górnej – proste do zapamiętania zasady i już mamy ładny wakacyjny obrazek. A warto dodać, że opcję wyświetlania tych linii ma chyba w tej chwili każdy przyzwoity aparat fotograficzny.

    http://pasja-fotografowania.blogspot.com/2012/10/wszystko-co-musisz-wiedziec-o_10.html

    Bardzo prosty zabieg i diametralnie zmienia wygląd naszych podróżniczych zdjęć. Fotograf nadmorsko-oceaniczny pamiętać musi jeszcze by woda nie wylewała się w prawą lub lewą stronę – w normalnych warunkach horyzont jest poziomy i na boga nie zmieniajmy tego !

    Światło – ważny temat.

    Ogólna porada jest taka by nie fotografowac w pełnym/ostrym słońcu – no ale jak do cholery robić zdjęcia jak pełne słońce mamy przez 80% naszego wyjazdowego czasu. Robić czy nie robić ? Oczywiście robić – zasady są po to by je świadomie łamać. Więc fotografujemy przez cały dzień, a warto przyznać że pole do popisu mamy spore – ostre cienie które można twórczo wykorzystać, zdjęcia pod słońce lub ze słońcem w kadrze (trudniej –> pamiętamy o prześwietleniu głównego motywu), miejskie formy, struktury, tekstury. Możliwości jest sporo, ale jak nasze piękniejsze połowy poproszą o piękny portret w turkusowej wodzie o 13.30 to jesteśmy w ciężkiej pupie, najogólniej rzecz ujmując. Starajmy się nie krzywdzić takimi zdjęciami jak nie robiliśmy takich wcześniej – cienie pod oczami, cienie pod nosem, ostre rysy, błyszcząca skóra – lepiej jednak poczekać na romantyczne popołudnie i w miękkim świetle zrobić piękny portrecik bez detali wymienionych wyżej 🙂 Ale oczywiście uparci też mogą fotografować w pełnym słońcu 🙂 Ja czasem tak robię.

    Krajobrazowo najlepsze warunki to oczywiście tzw złote godziny – czyli wschód i zachód słońca i okres tuż przed i po. Miękkie światło, niskie słońce, długie cienie, brak dużych kontrastów – to wszystko powoduje, że przy miłym kadrze i ciekawych warunkach każde zdjęcie może wyjśc po prostu ładnie i miło dla oka.

    Chwila przed zachodem słońca – El Nido, Filipiny

    W temacie zdjęć krajobrazowych temat zasadniczo wydaje się być prosty – wystarczy pilnowac kilku elementów by robić fajne podróżnicze fotki (zaawansowani pewnie do tego dodadzą użycie filtrów efektowych/połówkowych, długie naświetlanie itp itd). Fotografowanie w mieście nastręcza już ciut więcej problemów. Pierwszą sprawą jest niechęć mieszkańców do bycia uwiecznianymi na naszych fotografiach – SZANUJMY TO. W ich kraju jesteśmy gośćmi i jeśli ktoś nie chce być fotografowanym to na siłę mu zdjęć nie róbmy. Szczególnie dotyczy to krajów arabskich. Nie mam też na myśli strzelenia do ludzi z tele 300mm – bo to uważam za zwykłe podglądactwo. Takie zdjęcia nic nie wnoszą, najczęściej fajnie też nie wychodzą i naprawdę nie widzę sensu by takie robić. Jeśli ktoś nie chce to po prostu nie róbmy. Z drugiej strony tak będzie bezpieczniej dla nas bo wypadku zaognienia się sytuacji w najlepszym wypadku zostaniemy bez karty pamięci. Nie warto ryzykowac dla jednego podgladanego zdjęcia. W mieście można się skupić na wielu elementach, na architekturze, życiu ulicy, formach, strukturach – naprawdę jest co fotografować bez narażania się na kłopoty ze strony mieszkańców 🙂 Podobnie jak z fotografią krajobrazową obowiazują te same zasady – dobrze sprawdza się reguła trójpodziału, należy pamiętać o fotografowaniu wysokich budynków – kucanie i klasyczne branie ich od dołu powoduje 2 rzeczy – budynek mieści się w kadrze, jest krzywy i zwęża się ku górze. Jeśli nie jest bto uzasadnione – wystrzegałbym się bo dobrze to nie wygląda. Jeśli się nie mieści cały, zawsze możemy sfotografować fragment lub pokusić się o wysublimowany kadr ukazujący jego potęgę i wielkości. Ot choćby Petronas Towers w Kuala Lumpur.

    Przykłady można mnożyć w nieskończoność, ale po to mamy też internet by można było samemu zaczerpnąc informacji 🙂

    Sprzęt ?

    Dla profesjonalistów temat ważny i oni wiedzą co zabrać. Amatorsko. każdy średniej klasy aparat będzie wystarczający – zdjęcia robi się głową a nie aparatem. My swego czasu targaliśmy prawie 9kg torbę z dwiema lustrzankami, zestawem obiektywów, filtrów, dodatków i do tego jeszcze aparat analogowy z zestawem filmów. Zestaw ciężki, nie było zostawiany w hotelu więc plecy odczuły swoje, non stop w obawie by tego gdzieś nie zostawić, by przywiązać do nogi podczas przejazdów itp itd. Upierdliwe to, ale był że tak powiem komfort. Mieliśmy wszystko ze sobą, mogliśmy używać różnych obiektywów, jak było ciemno to użyć lampy czy małego statywu – obawiam się tylko, że nie zyskały na tym zdjęcia. Jak jest za dużo do wyboru to człowiek zaczyna się więcej zastanawiać czy dana ogniskowa jest dobra, czy może powinien zmienić obiektyw, czy robić cyfrą czy może użyć analoga, jeśli analoga to jaki film ? Pytań bez końca, momenty uciekały. Jak w życiu – jak facet ma kupic buty do garnitury i w sklepie widzi 2 pary – wybierze w ciągu sekundy, jak tych par jest 20 i wśród nich te 2 to stoi i stoi i wybrać nie moze. Z aparatem podobnie – im więcej klamotów na plecach tym więcej zastanawiania się i mniej czasu na zdjecia. Po kilku wyjazdach odwróciliśmy proporcje i w tej chwili wyjeżdżamy z dwoma małymi aparatami Fuji X100s ze stałym obiektywem 23mm f2.0 i Sony Nex 3 z jednym 16mm f2.8. W zupełności nam to wystarcza – zupełnie nie myślę nad obiektywem, czy się zmieszczę czy nie – mam już ten kąt widzenia zakodowany w głowie i jeśli mam moment podnoszę aparat do oka i fotografuję. Nie myślę czy mam dobry obiektyw, czy założyłem filtr, czy może lepiej analogiem ? Mam jedno narzędzie w dłoni i musze je wykorzystać najlepiej jak się da. I to nam w tej chwili sprawia największą przyjemność. A waga i wymiary działają jedynie na plus, bo siadając w ulicznym barze na jedzenie chowam aparat do kieszeni a nie przywiązuję foto torby sznurem do stołu.

    Amritsar – Indie
    Poprzedni artykułMarakesz, zły czy nierozpoznany ?
    Następny artykułManila – ostatnie dni

    Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji… Zawsze z aparatem i zawsze na styk…

    UDOSTĘPNIJ

    2 KOMENTARZE

    1. Świetny wpis, porady wykorzystam na pewno! 🙂 Szukałam w wielu miejscach porad na temat fotografii w podróży i jest to pierwszy blog, który odpowiada na wszystkie moje pytania. Trzymam kciuki za dalszy rozwój bloga 🙂

    skomentuj