prawdziwy przewodnik

2
36
views

Korne, dlaczego zostałeś przewodnikiem, zapytałem kiedyś. Wiesz, tak od razu to nie zostałem przewodnikiem. Najpierw to długie lata byłem tragarzem i pomagałem. Obserwowałem i uczyłem się jak należy traktować turystów, czego potrzebują, z czym mają problemy itp. Urodziłem się i mieszkałem głęboko w dżungli. Mój ojciec i brat wciąż tam mieszkają. Mama zmarła dwa lata temu. Wiele lat pomagałem takiemu jednemu przewodnikowi, nosiłem rzeczy w dżungli. Uczyłem się angielskiego, bo bez tego taka praca jest niemożliwa. I już potem jak Cię wyszkolił, to sam zostałeś przewodnikiem, tak ? Mówiliśmy sobie z Korne wszystko i czułem, że to może być ciekawa opowieść. On też poznał sposoby jakich „bule”, bo tak nas nazywają wybieramy przewodników, jakie rzeczy są dla nas istotne i jak to weryfikujemy, więc i ja chciałem się dowiedzieć jak wygląda to od jego strony. Zapalił papierosa, skądże, to strasznie długa droga była.

Miałem prawie 30 lat jak po raz pierwszy wyszedłem z dżungli. Mój opiekun długo namawiał mnie bym został przewodnikiem w Bukitingi [miasto na Sumatrze] i w końcu się zgodziłem. Pierwsza trauma to było 11h na promie – cały czas się bałem że zatonie i nie miałem pojęcia jak taka kupa żelastwa ma mnie dowieźć na ląd. Dlaczego te domy z ludźmi się poruszają ? Pod koniec lat 90-tych tak zareagowałem na widok samochodów. Szokowało mnie wszystko i odwrotnie, wszystkich szokowałem też ja. Okazało się, że na boso nie wolno robić zakupów w markecie. W czym to niby przeszkadza, do dziś nie rozumiem… Długo tam pracowałeś, co się stało, że jesteś teraz tu a nie tam ? To akurat jest proste. To nie mój świat. Zobaczyłem, że to wielki biznes i faktycznie doprowadza do wykorzystywania mojego plemienia nie dając nic w zamian. Dorabiają się na tym wszyscy oprócz tych najbardziej zainteresowanych. Raz byliśmy w Bukitingi w dżungli i zobaczyłem małpę. Już wyciągałem zatrutą strzałę, by ją ustrzelić i potem zjeść, ale mnie powstrzymano. Małpy nie są do jedzenia ale trzymają je by turyści mogli zobaczyć i żeby sobie żyły. Nie mogę być przewodnikiem w tak nieprawdziwych miejscach. Małpy są po to by polować a nie je trzymać. Poza tym dla mnie to strasznie męczące było, miałem pokój i tam łóżko. Swoje pierwsze dwie noce na materacu wspominam najgorzej, był tak miękki, że nie spałem bo się bałem, że mnie wciągnie i się weń zapadnę. Zdecydowanie lepiej mi na podłodze. Słuchałem tego wszystkiego z niedowierzaniem i prawdopodobnie najbardziej absurdalnym uśmieszkiem na twarzy. Wiesz, to chyba nie było dla Ciebie, w sensie taka praca w agencji w Bukitingi, co ? To było najgorsze co mogło być, ale też nauczyło mnie tego, żeby być przewodnikiem zupełnie innym od tamtych. Nie musze zarabiać dużo na tym, grunt bym mógł pomóc mojemu plemieniu tam głęboko w lesie. I nawet bym cię zabrał tu za mniejsze pieniądze, bo chodzi mi tylko by pokazać nas jak największej ilości osób, to jak żyjemy, co jest dla nas ważne, jak spędzamy czas, w co wierzymy, z czego się śmiejemy, a co nas smuci… Rozmawialiśmy jeszcze długo o tym jak ludzie podchodzą do ich plemienia, co jest dobre a co niekoniecznie. Dwa dni przed tą rozmową kupiłem u szamana kury na obiad. Tego dnia rano puszkę sardynek dla kotów i razem z panią domu obieraliśmy warzywa na obiad. Kiedyś indziej z kolei opatrywaliśmy rany czy wspólnie ogarnialiśmy jakieś tematy wokół domostwa. To był nasz ostatni wieczór i zaraz po tej rozmowie zjedliśmy kolację. I potem nastąpiło coś czego się nie spodziewałem. Chyba najbardziej wzruszający moment mojego pobytu tam, gdzie zapewniono mnie, że będą mnie bardzo pamiętać za to co dla nich zrobiłem i jak ich szanowałem, bo nie było tam takich sytuacji. Jestem tam mile widziany i mam wrócić za rok. Powiedziałem im, że mogli spowodować pewne zmiany w moim życiu. Chichrali się i mówili że nie. Chichrałem się z nimi, ale nie kłamałem. Dobrze, że standardowo wszyscy kopcili wtedy jak smoki i zaszklone oczy mogłem zwalić na dym.

Please follow and like us:
Poprzedni artykułnajedzone koty szamana
Następny artykułu szamana w domu
Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji... Zawsze z aparatem i zawsze na styk...

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here