rejs

0
8
views

el_nido_tour_map7.00 rano, cisza. Choć w sumie nie do końca; bangki leniwie się kołyszą przy brzegu, ocean lekko szumi a my już powoli musimy się zbierać do wyjścia. Spodenki do kąpania, klapki, aparaty, maski, woda – wystarczy na cały dzień rozbijania się łódką po wyspach. Korzystamy z opcji C –  wyspa Dilumacad, Helicopter, Mantiloc, nurkowania, ukryte plaże – będzie się działo. Wszystko mają fajnie pomyślane, każda grupa płynie w osobnym kierunku więc nie powinno być tłoczno. Oczywiście najlepszą opcją byłoby

skorzystanie ze wszystkich możliwości – ale potrzeba na to 4 dni w najlepszym  układzie.Punktualnie o 8.30 stawiamy się w traveller artcafe dopełnić formalności (dopłacić  resztę  pieniędzy) i zorientować się skąd wypływamy. Urocza pani wskazuje miejsce gdzie  można  poczekać i spokojnie wraz z innymi grupami czekamy pół godziny prażąc się w słońcu.  Punkt 9  wpada babeczka, rozdziela wszystkich do łódek i śmigamy. Okazuje się że mamy  niewielką grupę,  jakaś para z Kanady, kilku brytyjczyków, koreańska para i my. Miło,  międzynarodowo, zapowiada  się niezły trip. Płyniemy dośc długo ale jest fajnie, bo można z  poziomu wody podziwiać górzyste  wybrzeże, pojedyncze niewielkie wysepki i skaliste k  kilkudziesięciometrowe urwiska. Wszędzie  małe jak i większe białe plaże z leniwie wiszącymi  nad nimi palmami. No bajka 🙂 Po 40 minutach  docieramy w pierwsze miejsce, wyspa Mantiloc.  Miejsce zupełnie odludne i byłem zdziwiony, że  cumujemy pośrodku niczego. Stała tam jeszcze  jedna łódka i w zasadzie nie było widac gdzie  jesteśmy a nasi chłopacy już rzucają kotwicę i  mówią żeby ostrożnie schodzić do wody. Rafa  mocno podniszczona i ostra więc koniecznie w  sandałach i z aparatem ponad głowami bo dość  głęboko.Dochodzimy do niewielkiej plaży i  powoli wspinamy się na górę by zobaczyć kaplicę i fragmenty opuszczonego domostwa – tzw  Mantiloc Shrine. Pełne zaskoczenie bo w życiu nie spodziewalibyśmy się jakichkolwiek ludzi pośrodku niczego na skraju wyspy. Okazało się że od kilkunastu lat miejsce jest opuszczone i przebywały tam zakonnice i jacyś duchowni. Niemniej całośc mocno urokliwa i wręcz bajkowa. Wspinamy się na skalny punkt widokowy i podziwiamy panoramkę całej zatoki.

Kaplica – Mantiloc
punkt widokowy przy plaży
punkt widokowy przy plaży
widok na zatokę
Helicopter Island

Widoki wprost obłędne, spędzamy tam chwilkę i pakujemy sie na łódkę bo kolejne atrakcje czekają. Mija moment jak podpływamy pod skaliste urwisko. Nie ma w zasadzie nic, ani kawałka plaży, ani jakiejś sensownej rafy, ani wraków do nurkowania. No nic, myślę, przecież znają teren więc wiedzą co i jak. Okazuje się ze trzeba brać maski i wskakiwać do wody, Chwilę pływamy w okolicach łódki, woda cudnie przejrzysta, ze 20m głębokości, ryb tak średnio i to tych mało kolorowych, ale ogólnie jest miło. Kapitan krzyczy by podpłynąć do urwiska i wskazyje palcem miejsce gdzie trzeba nurkować. Nie spodziewałem się że trzeba zanurkować w takiej skalnej szczelinie i po paru metrach wypłynąc w zupełnie zamkniętą przed światem jamę z niewielką plażą. Już samo zanurkowanie było rewelacyjne bo widać szeroką na max 2-3metry szczelinę, głęboką na kilkadziesiąt metrów którą wpływamy do sekretnej plaży. Ryb sporo, snorkeling odchodzi pełną parą. Na plaży wylegujemy się w piachu, osłonięci z każdej strony wysokimi skałami…Kolejne wysepki to już zupełny relaks i plażowanie. Zatrzymujemy się na jednej na dłuższy postóz z obiadkiem i kilkugodzinnym snorkelowaniem. Miejsce było magiczne, czyściuteńka woda od samego brzegu z rafą koralową. Głębokość tak do 3 metrów, ale po około 20 metrach od brzegu zaczynała się ogromna koralowa skarpa (głębokość doświadczeniu nurkowie oceniali na 30 metrów) z niesamowitą ilością korali, ryb, meduz, rozgwiazd i wszystkiego co sobie tylko można wymyślić. Praktycznie nie wychodzimy z wody podziwiając niebieskie rozgwiazdy, parzące meduzy, pasiaste rybki żółte, niebieskie, różowe i czerwone. Kolorów mnóstwo i jest wprost bajkowo. Dodatkiem do tej rewelacji była świeżo zgrillowana rybka, owoce morza, ryż, melony, ananasy i stek z tuńczyka. Obłęd.Gdyby wtedy wycieczka miała się zakończyć to byłbym w zupełności zadowolony, ale byliśmy dopiero w połowie. Robimy kolejny krótki rejsik i kapitan wyrzuca nas na środku morza wskazując kierunek gdzie płynąć. Kolejna skarpa, kolejna szczelina i znów ukryta plaża. Atrakcje się nie kończą. Finał wycieczki spędzamy na helicopter island wylegiwujac się na plazy i pływając w krystalicznie czystej wodzie. O widokach nie wspomnę bo są wprost bajkowe.

Helicopter Island
Helicopter Island
Mantiloc Island
Mantiloc Island
Mantiloc Island
Mantiloc Island
Helicopter Island
Helicopter Island

Warto było, cały dzień super wrażeń z rewelacyjną pogodą. Kolacyjka w postaci grilowanych owoców morza, melonowy rum na plaży… i cudne zachody słońca …

Philippines_###-18

Poprzedni artykułEl Nido, El Fantastico
Następny artykułTarsiery z Bohol

Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji… Zawsze z aparatem i zawsze na styk…

UDOSTĘPNIJ

skomentuj