Sanktuarium tarsierów

0
9
views

Zasadniczo głównym celem wizyty na Boholu jest właśnie sanktuarium tarsierów. Oprócz tego oczywiście plażowanie, relaks i czekoladowe wzgórza które w styczniu były zielone. Niemniej, mając na uwadze prędkośc z jaką idzie się przemieszczać po wyspie, stan dróg, targowanie się i to że chcieliśmy zrobić całą trasę tricyklem i komunikacją miejską to zdecydowaliśmy się poświęcić na cały temat jeden dzień. Nawet pomimo tego ze odległości nie są kolosalne – bo z Alona Beach do Tagbilaranu jest jakieś 23km a dalej w okolice miejscowości Sikatuna kolejne 11km. Niby blisko ale nie na Filipinach. Pierwszy odcinek trasy najbardziej upierdliwy więc podchodzimy do opcji taxi – krzyczą 500php. Niby mało bo to zaledwie 35zł, ale idea jest taka by płacić jak najmniej. Pół godziny walki, machania rękami, narzekania na kasę, biedę, rodzinę głodującą itp schodzimy do 350php. Dalej dużo. Decydujemy się na sprawdzone już tricykle – wiemy że cena mniej więcej oscyluje w granicach 250php. Po kilkunastu minutach dogadywania mamy tricykla i cenę 200php. Jest git – ruszamy. Kolejną godzinę siedząc na drewnianej ławeczce, smagany wiatrem i kurzem, sporadycznie o dziwo deszczem, w hałaśie rozklekotanego silnika i cieknących smarów przeklinałem na czym świat stoi że nie siedzę sobie w klimatyzowanej taxówce i komfortowo pokuję kolejne kilometry.

tricykl philippines
tricyklem po Filipinach

Ale zdecydowanie polecamy podróże tymi trójkołowymi pierdziszewami – przeżycie niezapomniane. I już nawet nie przeszkadza mi to, że siedząc z kierowcą tegoż wynalazku ramię w ramię i wrzeszcząc mu do ucha pytanie, on gasi silnik bo nic nie słyszy.Ale są skuteczni – dowożą wszędzie bez żadnego marudzenia. Tuż przed 10.00 meldujemy się na dworcu autobusowym w Tagbilaranie. W zasadzie to nie dworzec a miejsce gdzie są autobusy. Na szczęście tuż obok jest jakieś centrum handlowe więc spokojnie można poszukać czegoś do jedzenia. Z tym na Filipinach nigdy nie ma problemu – knajpek jest mnóstwo, można zjeść na ulicy czy też w jakims barze. Wybieramy centrum bo trzeba wybrać pieniądze, zakupić wodę i się schłodzić bo gorąc niemiłosierny. w ichniejszym STP wybieramy sobie śniadanko na wagę, dorzucamy po coli i voila 🙂 Śniadanko klasycznie filipińskie – ryż, suszona ryba, mix owoców morza i grillowane kalmary. O jajecznicę jakoś trudno było. Na dworcu momentalnie łapiemy busa – akurat było parę minut do wyjazdu więc jakiś sprzedawca fasoli wskazał nam paluchem przepięknej urody żółty bus. Myślę sobie, jest dobrze, przynajmniej ma dach. Wsiadamy i ruszamy

bus, tagbilaran, sikatuna, bohol
dalekobieżny Tagbilaran – Sikatuna
lotnicze fotele i klima w cenie
lotnicze fotele i klima w cenie

Ledwo się wgramoliliśmy, ledwo znaleźliśmy jakieś miejsce z tyłu pośród sterty pakunków, ledwo usadowiliśmy tyłki na klejących się ceratach słyszymy klasyczne: hello, where are you from ? Zgodnie z prawdą odpowiadamy jak się ma sytuacja i słyszmy: ćeść, jak, śe masie ? No tego to byśmy się w życiu nie spodziewali, tym bardziej z ust filipińczyka, plecaki rzucamy na bok i rozpoczynamy miłą pogawędkę z Jeanem. Wracał własnie z wesela siostry i nas spotkał w autobusie. Okazało się, że mieszka niedaleko, czasem pomaga polskim wolontariuszom/blogerom w sanktuarium tarsierów, lubi uczyć się języków i zna ich 19. W stopniu podstawowo komunikatywnym ale to wystarcza by zrobić kolosalne wrażenie. Godzina drogi na pogawędkach mija bardzo szybko i nawet nie wiemy kiedy Jean krzyczy aby wysiadać. Ale gdzie? Jak ? Po chwili widzimy tylko odjeżdżający tył zielonego autobusu a my zostajemy pośrodku dżungli na kawałku asfaltowej drogi… Skoro nas tu wysadzili to pewnie to jest to miejsce. Ruszamy zatem w poszukiwaniu tarsierów.

droga do sanktuarium tarsierów
droga do sanktuarium tarsierów

Samo sanktuarium znajduję się jakieś 10 minut z buta od głównej drogi. Bilety wstępu kupuje się przy kasie (główna asfaltowa ulica) i dalej się idzie już do głównego wejścia. Po drodze wyłapuje nas jeszcze przewodnik i już możemy wchodzić. Fajnie się trafiło bo poza dwoma pracownikami nie było absolutnie nikogo, cisza, odgłosy dżungli i my. Niestety jak nam przewodnik powiedział udało im się rano zlokalizować tylko 4 tarsiery i to siedzące dość wysokona drzewach i tylko tyle może nam pokazać. No trudno – to nie zoo przecież więc nie oczekujemy że futrzaki będą w klatkach na wyciągnięcie ręki – dzięki bogu. Chodzimy jakieś pół godziny wąskimi ścieżynkami i w końcu dostrzegamy małego zdziwionego futrzaka. Niestety aparat bez tele, więc fota jest jaka jest.

 

tarsier, bohol, kusiewbusie
Tarsier

Sama wizyta krótka ale niezwykle owocna, w budynku jest też mała wystawa, są zdjęcia, szkielety tarsierów, opisy i sporo informacji na temat ich życia. Warto spędzić tam trochę czasu. Powrót do domu poszedł nam nieco szybciej niż wyjazd – po godzinnym oczekiwaniu na drodze wbiajmy się do nadjeżdżającego jeepney`a i w tłumie jeden na drugim dojeżdżamy do Tagbilaranu. Korzystając z okazji bierzemy od razu tricykla, bo przecież jak jest możliwość to trzeba od razu planować i organizować kolejne atapy wycieczki. Kierunek – port. Tu pełne zaskoczenie – pytamy o łódkę na Siguijor by parę dni posiedzieć na wyspie i odwiedzić Damiana. Zadałem 4 pytania i na 3 była odpowiedź nie i na jedno nie wiadomo. No dobra, myślę, tajfun blisko, duże fale, ciężkie warunki na morzy i małe łódki nie pływają. OK – zmusza nas to do zmiany planów. Zatem pytamy o prom na Cebu. To samo – nie wiadomo. Nosz kurde myślę – na Siguijor to pływają małe chybotliwe bangki ale na Cebu już kolosalne prawie wodoloty. Co się musi dziać na morzu skoro odwołali… Nic to – głową muru nie przebijesz, wracamy do siebie na plażę i będziemy temat śledzili. Może w ciągu dnia coś się wyklaruje… I znów ponad godzina hałaśliwym pierdziszewem do domu… great…

Poprzedni artykułTarsiery z Bohol
Następny artykuło samolotowym i lotniskowym jedzeniu słów kilka …

Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji… Zawsze z aparatem i zawsze na styk…

UDOSTĘPNIJ

skomentuj