jak zostałem doktorem

0
52
views

Pomagałem im jak mogłem, porozdawałem baterie do czołówek by mogli śmigać nocą po dżungli, wspierałem papierosami, razem pracowaliśmy, szykowaliśmy wspólnie jedzenie. Raz Korne, mój przewodnik zawołał mnie i spytał czy mogę pomóc. Jasne, co się dzieje? To chodź zobaczysz. Syn szamana, młody chłopak a w zasadzie dziecko maczetą rozłupywał kokosy i niefortunnie rozpłatał sobie palca. Odwinęliśmy kawałek brudnej szmaty zawiązanej na jego czubku, wyrzuciliśmy mokry zwitek leczniczych liści który zaaplikował mu ojciec i ukazała się sącząca rana, palec odcięty aż do kości. Dżungla, to się zdarza. Bardzo często. Powyciągałem z plecaka to co miałem i zabraliśmy się za działanie. Wszyscy się przyglądali, a gdy chłopak zwijał się z bólu podczas przemywania rany to wszyscy bez wyjątku się rechotali i pocieszali, że będzie OK. Najrozmaitsze plastry, hydrokoloidowe, zwykłe, wodoodporne, maści, spirytus – w takich przypadkach oczyszczaliśmy jak tylko mogliśmy i zabezpieczaliśmy aby się zagoiło. Uważaj na tą rękę, pilnuj by nie ubrudzić i jutro zmienimy, ok ? Minęło 40 minut i biegnie szczęśliwy, ubłocony i mokry – grzebał trochę w strumyku i z błota wyszarpał małego kraba. Będzie przekąska, a palec … No cóż. W takich warunkach i z takimi ranami nie mamy szans.

Dziewczynka z rozcięta nogą, aż do mięsa – robiliśmy co mogliśmy, zostawiliśmy plastry i maści na zapas. Nie wiem czy to pomoże, bez opieki lekarza naprawdę tam niewiele można zdziałać, bo sprawy które tam się przytrafiają z reguły są w kategorii poważnych lub bardzo poważnych. Leki uśmierzające ból ? Owszem mam. Dać ? Oni tego nigdy nie brali, zadziała to pewnie piorunująco, ból minie i szczęśliwi wezmą się do ciężkiej pracy. Tak jak żona jednego szamana która nie mogła nawet wygodnie siedzieć z powodu potwornego bólu korzonków. Miałem jedynie Antidol, powiedziała, że chce. Ból minął. Ale na jak długo – pewnie na chwilę. Zadowolona, że dolegliwości minęły zabrała się do pracy, łowienia ryb w strumieniu – o ile bardziej pogorszyła swój stan pracując ciężko znieczulona lekarstwem którego nigdy nie zażywała? I czy ja jej jednak pomogłem ? Tam nie ma prostej recepty na wszystko. Tam nie ma w ogóle recept. Dżungla funkcjonuje inaczej. Oni nie wiedzą tego że jak się rana babrze a potem się robi czerwona i śmierdzi to potrzeba reagować. Jak się stanie czarna to już po sprawie. Zakażenia wdają się bardzo szybko, pozostaje opcja amputacji lub kompletne zakażenie, sepsa czy co tam jeszcze. Finał łatwo przewidzieć. Z drugiej strony co jest tam lepsze ? Ratowanie, amputacja nogi i potem problemy ? Bo delikwent sobie nie poradzi, nie zadba o rodzinę, nie upoluje i nie może pracować. Ma ktoś czas na opiekę skoro wszyscy muszą pracować by przeżyć. Nie ma tu prostych odpowiedzi bo i życie tam nie jest łatwe. Każdy wybór i decyzja to konsekwencje – lepsze lub gorsze. Gdy przynieśli tą dziewczynkę to mój tragarz zaciągając cię papierosem powiedział, Marcin, przeżyje albo nie i się głośno wszyscy zaczęli śmiać. Parę godzin później, już po kolacji podchodzi i z uśmiechem pyta: Marcin, dziewczynka żyje czy nie ? Zaśmiałem się, na pewno juz nie żyje… Kilka dni później, płynąc łodzią przez dżunglę urwaliśmy śmigiełko na mieliźnie to stojąc po kolana w mule pośrodku niczego klasyczne dopłyniemy albo i nie.. uratowało atmosferę.

Please follow and like us:
Poprzedni artykułpapierosy dla Mentawajów rzecz święta
Następny artykułnajedzone koty szamana
Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji... Zawsze z aparatem i zawsze na styk...

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here