Home
Home > borneo > w pogoni za żółwiem – TRACC. część II

w pogoni za żółwiem – TRACC. część II

niewielka siedziba TRACC na wyspie Pom Pom
niewielka siedziba TRACC na wyspie Pom Pom

TRACC to organizacja zajmująca się odbudową rafy która prowadzi swoje działania zarówno na lądzie jak i pod wodą. Działania w wodzie i na lądzie są z sobą nierozerwalnie połączone. Nie można skupić się jedynie na morzu ignorując to co dzieje się na plaży i lądzie. Na wyspie o średnicy jednego kilometra jedno wynika z drugiego. Dbałość o ląd przekłada się na stan rafy. Oprócz konserwacji rafy, działania na wyspie koncentrują się na ochronie żółwi. Na Pom Pom pojawiają się  żółwie szylkretowe i zielone. Od mniej więcej marca/kwietnia zaczyna się okres lęgowy, w którym żółwie przypływają do wybrzeży wyspy, a po zmroku wychodzą na plażę by złożyć jaja. W warunkach naturalnych, nie licząc człowieka te stworzenia nie mają wrogów, żadne z wyspiarskich  zwierząt nie stanowi zagrożenia. Samica składa ok 100-150 jaj, do wcześniej wykopanej na ok. metr jamy. Po zakopaniu jaj wraca do morza. Za około 2 miesiące małe stworzenia rozpoczynają swoja pierwszą i najważniejszą wyprawę życia – do morza. Pojawia się pytanie, co zatem robi TRACC? Gdzie tu jego rola? Odpowiedzią jest obecna sytuacja ekologiczna i działania człowieka. By samica mogła złożyć jaja, musi wykopać dół  (kopie przednimi płetwami). Czasem zajmuje jej to pół godziny, czasem więcej. Jama wykopywana jest w dogodnym miejscu, nieco głębiej na plaży, na styku terenu piaszczystego i terenów zadrzewionych. Już samo wyjście z morza zajmuje żółwicy sporo czasu. Pamiętajmy że to zwierzęta morskie, na lądzie ich ciężar i budowa skutecznie utrudniają swobodne poruszanie się, nie mówiąc o ciężkiej pracy, jaką jest kopanie jamy. Na przeszkodzie stoją także korzenie przybrzeżnych roślin, gałęzie i liście drzew, naniesione przez morze, kamienie czy fragmenty korali. Składanie jaj to również ogromny wysiłek. Problem pojawia się, gdy samica oprócz niedogodności samej przyrody, walczy dodatkowo ze śmieciami na jakie natrafia na brzegu. Pozostałości sprzętu elektronicznego, plastikowe krzesełka, niezliczona ilość butelek, szmaty, buty, szkło, to tylko nieliczna grupa odpadów z jakimi zwierzę musi się zmierzyć. Wielokrotnie widzieliśmy żółwice rezygnujące i wybierające inne miejsce – właśnie z powodu śmieci pozostawionych przez ludzi. Podczas jednego z wieczorów jakie zwyczajowo spędzaliśmy w obozie wyszliśmy na „nocny patrol”. To spacer dookoła wyspy w grupie 4-6 osób w poszukiwaniu śladów żółwi. Gdy samica pojawia się na brzegu by złożyć jaja, a patrol ją odnajdzie, nie jest odstępowana do czasu, gdy nie zakończy składania jaj, lub nie wróci do wody. Złożone jaja są zbierane i przekazywane do inkubatorów ( jeden z najlepszych resortów na Pom Pom ma na swoim terenie inkubatory i tzw. hatchery, w których jaja trzymane są do czasu wylęgu). Gdy nadejdzie pora, przenoszone są do wylęgarni

fot: TRACC
fot: TRACC

gdzie ich stan kontrolowany jest niemal codziennie. Po okresie ok. 2 miesięcy, gdy maluchy zaczynają pchać się na świat, wypuszczane są w tym miejscu z którego zostały „zebrane”. Wypuszczaniu „miotu”   towarzyszy niesamowite napięcie i emocje. Niemal wszyscy mieszkańcy wyspy chcą towarzyszyć maluchom podczas ich najważniejszej drogi życia. Co by było gdyby nikt nie pilnował plaży i nie dbał o bezpieczeństwo zwierząt? Zaczynając od czystości plaży, kończąc na samej opiece nad samicami i jajami, bez zaangażowania wolontariuszy i ekipy TRACC zanieczyszczenia byłyby tak duże, że samice prawdopodobnie miałyby ogromny problem by znaleźć miejsce na złożenie jaj. Te zwierzęta miejsce wybierają bardzo długo i skrupulatnie. Zdarza się że żółwica  kopie nawet kilka jam. Czasem, przez brak odpowiedniego spokoju i komfortu, nawet pomimo włożonego wysiłku w przygotowanie miejsca, wraca do morza. Te którym udałoby się przetrwać, prawdopodobnie miałyby minimalne  szanse na przeżycie. Z racji samej specyfiki rozmnażania żółwi i zagrożeń naturalnych, jak również  zanieczyszczenia środowiska, żółwie szylkretowe i zielone są gatunkami skrajnie zagrożonymi wyginięciem. Co roku, wracają na te same wyspy by złożyć jaja. Dla nich, cykl życia jest taki sam od setek lat. Niestety ekspansja człowieka i zanieczyszczenia, powodują że tracą miejsca do których instynkt każe im wracać. Plądrujemy ziemię, anektując każdy skrawek, jakoś dziwnie będąc w przekonaniu, że nam się należy. Dzięki takim ludziom i organizacjom jak TRACC jest nadzieja że nie będziemy ostatnim pokoleniem które widziało te majestatyczne i piękne stworzenia na wolności. Jednym z kluczowych zadań TRACC jest konserwacja rafy.

Działania podejmowane w tym zakresie są wielopłaszczyznowe i wieloetapowe. Gdy kilka lat temu zaczynano prace, Pom Pom był wyspą z doszczętnie zniszczoną rafą. Nie było ryb, korali a co za tym idzie niezbędnych ogniw rozbudowanego łańcucha pokarmowego. Był jedynie rumosz skalny i czysta woda – wszystko zniszczone przez wybuchowy połów ryb. Podjęto wówczas próbę by tę sytuację zmienić i rozpoczęły się prace nad odbudową rafy i morskiego życia. By móc mówić o skutecznej odbudowie, należy zwrócić uwagę na zależności panujące w tym wyjątkowym ekosystemie.

Rafa to skompilowany i bardzo rozbudowany system zależności zwierząt od roślin a jednocześnie roślin od zwierząt. Nie można jednoznacznie określić co jest ważniejsze, gdyż jest to symbioza w której jeden organizm nie może żyć bez drugiego. Można założyć że podstawą jest koral. Od niego wszystko się zaczyna. Koralowce to występujące jedynie w morzu skałotwórcze parzydełkowce o postaci polipa. Żyją w koloniach, na niewielkich głębokościach. Anthozoa ( koralowiec) to z greki w wolnym tłumaczeniu  kwiatozwierz. Gdy patrzy sie na nie pod wodą – piękne i barwne niczym kwiat, a jednak nie do końca nim będące. Dają schronienie, dostarczają pożywienia. To dzięki nim powstaje rafa. Ich wyhodowanie i dalsze rozsiedlanie jest początkiem żmudnego procesu odbudowy rafy i jej późniejszej konserwacji. Gdy na dnie jest ich niewiele lub wcale, obudowę tego ekosystemu można porównać do tworzenia ogrodu, mając na początku jedynie więdnącego iglaka i kilka sadzonek bratków.

Na czym więc polega odbudowa rafy? TRACC prowadzi kilka podwodnych projektów. W zależności od miejsca stosuje się różne typy działań: budowa tzw. rafy butelkowej  oraz stelażowej. Do budowy rafy butelkowej używane są szklane butelki po wszelakich trunkach które po opróżnieniu są dokładnie czyszczone z wszystkich etykiet, następnie w przygotowanych formach o blokowym kształcie,  zalewane betonem. Budowane są różne konstrukcje w zależności od przeznaczenia. Inne dla korali, inne jako schroniska dla małych rybek czy krabów. Takie konstrukcje umieszczane są na podwodnych zboczach wyspy. Na szczycie każdego z nich, ręcznie sadzone są korale. Powoli rozrastają się one pomiędzy butelkami, z czasem zawłaszczając i porastając cały blok. Rafy szkieletowe, powstają przy użyciu m.in. skrzynek po napojach gazowanych czy plastikowych krzeseł!! Dzięki takiemu rozwiązaniu korale mogą się rozrastać, ponieważ  odsuwane od podłoża, po jakimś czasie na swoistych stelażach tworzą niesamowite trójwymiarowe konstrukcje, do których bardzo chętnie przypływa wiele gatunków ryb. 

w pudełkach na każdym rogu wycinane są dziury w których mocowane są butelki. Następnie całość zalewa się betonem.
beton zasycha kilka dni w piasku
nurkowie mogą w końcu ruszyć do pracy

Większość z nich jest przyciągana możliwością schronienia w licznych zakamarkach, dzięki czemu mogą ukryć się przed drapieżcą, odpocząć, może nawet złożyć jaja. Inne znajdują tam pożywienie. Tak oto zaczyna tworzyć się łańcuch pokarmowy: koral daje schronienie i materiał biologiczny (pokarm) dla mniejszych ryb, ta z kolei jest pożywieniem dla większej. Większa to jedzenie dla jeszcze większej itd Pojawiają się kolejne organizmy morskie, kolejne ogniwa łańcucha pokarmowego. Tworzy się samonapędzajacy ekosystem, na którego czubku stoi… rekin. Wiele osób myśląc o rafach boi się spotkania z tym olbrzymem. Prawda jest taka, że na świecie miejsc gdzie można spotkać tą majestatyczną rybę jest coraz mniej. Poprzez m.in. postępującą degradację środowiska,  połowy przy użyciu ładunków wybuchowych, życie pod wodą umiera. Pojawia się  wyrwa w łańcuchu pokarmowym. Ani jedna, ani druga część nie jest w stanie działać bez brakujących elementów. Kolejna kwestia to masowe i drastyczne połowy rekinów. Najbardziej barbarzyńskie, bezsenowne  i prowadzone na skalę przemysłową są polowania na rekiny  dla samych płetw, uważanych choćby w Chinach za afrodyzjak i lek na wszystkie przypadlości, szczególnie sfery seksualnej

Shark finning is the practice of slicing off the shark’s fins while the shark is still alive and throwing the rest of its body back into the ocean where it can take days to to die what must be an agonising death.”

Ochrona tych pięknych stworzeń, to kolejny projekt jaki prowadzi TRACC. Odbudowa rafy to mozolne i czasochłonne zajęcie. To tworzenie podwodnego ogrodu. To praca polegająca m.in. na pojedynczym sadzeniu szczepek korali w specjalnie przygotowanych warunkach ( betonowe bloki czy np. osadzone w podłożu stelaże), by mogły rozpocząć życie i rosnąć. Ich wzrost jest konieczny do stworzenia warunków dla mniejszych, a później większych ryb. W przyszłości będzie to dawało możliwość zamknąć cykl życia, czego finałem będzie  pojawienie się rekina – ostatecznego elementu tego podwodnego łańcucha pokarmowego. Gdy się pojawi i będzie w nim żyć samodzielnie, będzie to oznaczało że TRACC  na czele z doskonałym naukowcem i sercem całej organizacji, profesorem Stevem Oakleyem, wygrał walkę o rafy Pom Pom.

A my wiemy już, że tym roku na Pom Pom pojawią się rekiny. Po wielu latach mozolnych działań szalonego profesora z Birmingham. W końcu ! Brawo Steve.

plan dnia – aby każdy o wszystkim pamiętał …
wieczorne pogaduchy, picie rumu by były butelki na budowę rafy …

Serdecznie zachęcamy do odwiedzin TRACC-owców w mediach społecznościowych – do tej pory byliśmy jedynymi polakami w tym miejscu i Steve z ekipą bardzo czekają na odwiedziny czy choćby internetowy odzew.

WWW TRACC

TRACC Twitter

TRACC Instagram

Marcin
Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji... Zawsze z aparatem i zawsze na styk...
Top
%d bloggers like this: