Varanasi

0
13
views

Pierwsza akcja już się przytrafiła w pociągu. Dziewczyny miały nieuzasadnione obawy przed sikaniem w indyjskich wagonach, że niby „black hole” i takie tam. Tłumaczeniom że to nic strasznego nie było końca, w końcu się zdecydowały. Carolyn ruszyła pierwsza. Nie było jej jakąś chwile, ale jak wróciła to jakoś tak dziwnie wyglądała. Dopiero po momencie orientujemy się, ze nie ma okularów (a nosiła 7-8 dipotrii). No i zaczęła się opowieść, że jak się zamknęła to postanowiła obczaić dokładnie ową „black hole” no i te okulary tak same z siebie… spadły wprost do dziury. Na szczęście udało jej się wydostać i słysząc nasze rozmowy i śmiechy wróciła na kuszetki (na słuch, bo przeciez 7 dioptrii). Głupawka straszna, bo w sumie śmieszne to nie jest ale już byliśmy tak zmęczeni, że nie mogliśmy się powstrzymać ze śmiechu… Oczywiście historie, że teraz jakas wypasająca się krowa znajdzie te okulary na torach i zostanie najbardziej ynteligentna krową w Indiach to klasyk 🙂 Pomimo tego incydentu cała podróż i nocka bezproblemowa i przyjemna. Plecaki powiązane stalowymi linkami i można spać 🙂 Rano na dworcu lekkie zamieszanie, dziewczyny miały już dogadany hotel więc podjeżdżamy z nimi tylko kawałek, jemy coś i ustawiamy sie na spotkanko po rozpakowaniu 🙂 Spędzamy chyba z godzinę na jeżdżeniu po róznych hotelach i szukaniu czegoś odpowiedniego. Trafiamy w końcu nad samym Gangesem, pokój z balkonem w takim wykuszu z widokiem na ghaty. 30 minut walki o cenę i mamy – miły pokój z klimą i urokliwą knajpą pod nosem.

widok z okna
Varanasi

w drodze do "lotus lounge"w drodze do „lotus lounge”

i widoczek z taraso-balkonui widoczek z taraso-balkonu

również widok z oknarównież widok z okna

Melinujemy sie w Lotus Lounge od razu i przez 3 dni jesteśmy tam częstymi gośćmi. Niestety free wi-fi sięga tylko do naszego balkonu więc korzystamy z łaczności ze światem za pomocą komórki przyklejonej taśmą do drzwi 🙂 Kilka dni spędzamy w Varanasi, zasadniczo nie zapędzamy się w miasto a spędzamy czas na ghatach obserwując życie i różne obrzędy w jakby nie patrzeć najbardziej świętym z indyjskich miast. Wrażenie kolosalne, życie i śmierć tuż obok siebie. Na pewno wrócimy.

Poprzedni artykułAgra – wizyta na grobie
Następny artykułHaridwar

Nie urodziłem się ani w samolocie ani też Tony Halik nie był moją rodziną. Ot po prostu kiedyś zacząłem jeździć po świecie i tak pozostało. Kiedyś z rodzicami maluchem po całym kraju, a obecnie to już bez ograniczeń.. Najchętniej jednak w Azji… Zawsze z aparatem i zawsze na styk…

UDOSTĘPNIJ

skomentuj