o samolotowym i lotniskowym jedzeniu słów kilka …

0
7
views

Nie sposób szybciej się dostać do Azji jak tylko samolotem. Oczywiście wyprawa pociągiem czy samochodem byłaby genialna i taka jest wśród rzeczy to do aczkolwiek na chwilę obecną z racji braku czasu to samolot jest opcją nr 1. A lecąc kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin wypada coś robić, coś jeść i jakoś funkcjonować. Więc tym razem bardziej zdjęciowo niż opisowo o jedzeniu na lotniskach i podczas lotu. Temat szeroki niczym kadłub A380tki – można nie dostać zupełnie nic, można dostać batonika i coś do przepłukania ust, można też dostać średnio podły posiłek lub całkiem smaczne dobre jedzonko. Przemieszczając się po Filipinach samolotami AirAsia (niskokosztywy malezyjski przewoźnik) wybieraliśmy opcję bez jedzenia. Lot trwajacy zazwyczaj godzinę nie generował potrzeby wybrania opcji jedzenie podczas zakupy biletu. Można śmiało zjeść już w hali odlotów – kawa za 3 peso (21groszy) czy smaczne żarełko z kubła za mniej niż 7-8 zł. Błędem byłoby branie jedzenia w samolocie.

Manila domestic airport
kawka na lotnisku zawsze w cenie – szczególnie za 0.21zł.

No ale zanim się doleci w tym przypadku do Manili – to trzeba jakoś przetrwać ponad 15 000km podróży. A z liniami china southern łatwe to nie jest. O ile pierwszy odcinek operowany przez KLM/AirFrance poszedł gładko, bezboleśnie i smacznie (dobry posiłek i smaczne wino) to już kolejne były ciut gorsze. W porównaniu choćby do Lufthansy chińskie linie wypadają blado. Rozrywki pokładowe OK ale z jedzeniem gorzej. Potrawy monotematyczne, napoje z najniższej półki, wyboru wina żadnego, piwa również. O mocniejsze alkohole nie ma co pytać bo nie mają. Z napojów sok pomarańczowy, jabłkowy oraz cola. I koniec. I trzeba jakoś przeżyć 🙂

china southern
hmmm – a gdzie Dżastin Biber.. ? 🙂
china southern food on board
china southern food on board
china southern food on board
moje ulubione widelcołyżki

Ale nie jest tak źle jak to może wyglądać – smaki w/w nieco dziwne – mimo że uparcie mówiono mi że to chicken with rice. Ale spoko – z dwóch porcji zawsze dało się sklecić coś sensownego – Ewa miała podwójne warzywa i deser a ja michę kurczaka i podwójny ryż. Wszak międzylądowania są po to by można było sobie coś dokupić w razie potrzeby – o ile to nie jest międzynarodowy port lotniczy w Pekinie który nie wiedzieć czemu, a w zasadzie restauratorzy że menu w języku innym niż chiński jest zbędne. Pomysł genialny – na szczęście mieli powklejane fotki 🙂 Co nie oznacza że uratowało nam to tyłki…

Bejing food on airport
kulki które miały mieć wkład mięsny a niestety nie miały…

Podróżowanie po Azji samolotami do przeżyć ciekawych można zaliczyć – poopóźniane samoloty, ogólny chaos na lotniskach, niezjomośc angielskiego na terminalach międzynarodowych i umiłowanie do wypełniania setek druczków nikomu do niczego niepotrzebnych. Przepraszam – w Pekinie wypełniliśmy kilka druczków które miały być potem sprawdzone w Manili. . Owszem, był pan który je zbierał. Ale tylko od tych których zauważył i jak ktoś nie miał to machał na to ręką… I pomyśleć że człowiek kilka godzin wcześniej przekopywał 15kg plecak w poszukiwaniu długopisu by rzeczony druk wypełnić…

skomentuj