Author

Marcin

Browsing

W koncu ruszamy na wyspy. Niestety pobudka o 5 rano nie jest tym co sobie wymarzylismy ale do lotniska jest kawalek a korki w Manilii potrafia stworzyc sie bardzo szybko i mocno utrudnic przemieszczanie sie.Terminal miedzynarodowy nr 1 jest ogromniasty ale juz wszystkie terminale lokalne sa malutenkie by nie powiedziec swojskie. Filipinczycy gromadza sie wszedzie na podlodze z wielkimi pakunkami, pudlami pozwiazywanymi sznurkiem i czekaja godzinami na lot. Czekamy i my. Po 1.5h ladujemy na wyspiei standardowo…

Kolejki, odprawy, check-iny, druki, pożyczanie zapalniczki – ludzie się jakoś ze sobą integrują, nawet jeśli leca 9h, mają potem przesiadkę i kolejne 6h z przesiadką kolejną. Poznajemy tak belgijskiego podróżnika Jeana, wymieniamy wspólne doświadczenia, rozmawiamy chwilę i jako że mamy mieszkać w dwóch sąsiednich dzielnicach bierzemy wspólną taxówkę i jedziemy w poszukiwaniu hotelu. Mimo późnej pory Manila dość mocno zakorkowana i dopiero po 40 minutach docieramy do hotelu. Bezproblemowe zakwaterowanie i tak długo oczekiwany prysznic 🙂 Przed…

„You shall not pass” – zaryczał niczym Gandalf kurpulentny pan w uniformie gate’u nr 50 pekińskiego lotniska. Zaryczał oczywiscie po chińsku bo i po co znać angielski gdy się pracuje na lotnisku..Gdyby nie miła, pomocna chinka operująca trochę w jezyku Tolkiena to byśmy z Gandalfem machali na siebie rękoma pewnie do teraz. Konsersacja zapewne najwyższych lotów: – You shall not pass, wait here.  – where?  – there  – oh, and how long?  – very long, 5 hrs…

I wszyscy robią podsumowania. I po co ? Mnie tam osobiście nigdy nic podsumowania mijających 365 dni nie dały, podobnie jak i plany i przyrzeczenia noworoczne. Jedno co cieszy to zbliżającvy się wielkimi krokami wyjazd. Praktycznie wszystko już przygotowane. Siedzimy i dokupujemy jeszcze jakieś bzdety – np krem do opalania którego nie można kupić po ludzku w sklepie i należy zamawiać przez internet… Podobnie zresztą sytuacja ma się z wszelkimi, kabelkami, adapterami do aparatów, przejściówkami itp itd.…

Na gapiostwo niestety nie da rady. Jakiś czas temu zakupiliśmy promocyjnie lot z Busuangi Do Manili. Plan był taki by pokręcić się trochę po tej małej wyspie, być może ponurkować wśród wraków statków – podobno jedno z lepszych miejsc nurkowych w całych Filipinach, ale nie wiemy czy dojdzie do skutku. Opcja jest taka, że może uda nam się jakoś szybko tam dostać łodzią i potem jeszcze wrócić na południe.  Szkoda trochę wyspeki ale wpakowaliśmy się nieco z…

Jedni twierdzą że to pech, inni że nie, a to kwestia przypadku tudzież zbiegu okoliczności. Jedno jest pewne, tajfun uderzył nie tam gdzie byśmy tego oczekiwali. W zasadzie oczekiwalibyśmy by nigdzie nie uderzał, bo i po co ? Stało się to co stało i teraz pojawia się pytanie czy jechać. Oczywiście, że tak bo i na dobrą sprawę innego wyjścia nie ma. Pozostało dwa miesiące. Z informacji zasięgniętych niejako u źródła wynika iż sytuacja jest dramatyczna ale…

Czas najwyższy zabrać się za zaplanowanie jakiegoś zarysu trasy. W głównej mierze by jakoś z grubsza rozpisać tamat na dni i mniej więcej się orientować gdzie i kiedy możemy być. Wynika to z konieczności zakupu lotów i wykorzystania nadarzających się okazji/promocji. Już mieliśmy wcześniej kupiony lot na Bohol więc ten temat zostawiliśmy na sztywno i do tego dopasowaliśmy resztę. Więc zasadniczo po krótkim pobycie w Manili (niestety dwa dni) ruszymy na południe. Nie jestem pewien czy uda…

Przewodnik. Podstawowa książka. Poważna rzecz. Bez niego raczej bym się nie ruszał choć i bywają pewnie tacy co to lądują na miejscu i bez przewodnika też świetnie sobie dają radę. Póki co my na razie wolimy takie coś posiadać. Co do wyboru raczej dylematów nie ma – tylko lonely planet. Zasadniczo istnieją chyba tylko trzy opcje: Pascal, Lonely Planet i Rough Guides. Oczywiście jest dużo innych kolorowych, ze zdjęciami i rysunkami tylko, że niestety się średnio sprawdzają.…